z życia (i słownika)

Jak daleko jest z Bydgoszczy do Torunia?

Popełniliśmy grzech ciężki. I musieliśmy ponieść jego konsekwencje.

Łukasz: — Mamy w Dobrym słowniku w haśle Bydgoszcz definicję następującą:

Bydgoszcz to miasto w północnej Polsce, jedno z większych w Polsce, leżące nad Brdą, około 30 kilometrów na północny zachód od Torunia

W związku z tą definicją otrzymaliśmy uwagę-komentarz od użytkownika słownika:

Część definicji do usunięcia: “około 30 kilometrów na północny zachód od Torunia”. Uzasadnienie: Absurdalne jest określanie położenia większego miasta względem mniejszego. Nie odnotowuje się, że Warszawa leży na zachód od Siedlec, Wrocław na wschód od Legnicy, czy Poznań na północ od Leszna, podobnie śmieszne jest stwierdzenie, że Bydgoszcz położona jest na północny zachód od Torunia. Propozycja definicji: Bydgoszcz to duże miasto w północnej Polsce, leżące nad Brdą i Wisłą.

Niewykluczone, że to ja tę definicję pisałem i nawet nie pomyślałem wtedy, że Toruń jest faktycznie mniejszym miastem.

Sebastian: — Dwa razy mniejszym. Nawet ponad dwa razy.

Łukasz: — Ha! Pewnie nie jestem obiektywny, bo mam rodzinę w Toruniu, a w Bydgoszczu nie mam. No ale Sebastian w ogóle nie jest obiektywny, bo mieszka w Toruniu. Najbardziej obiektywny powinien być Artur…

Artur: — Wiecie, może powinniśmy przedefiniować wszystkie miasta opisane w Dobrym słowniku, nie tylko polskie, i opisać je względem południka Greenwich, obiektywizując w ten sposób opis leksykograficzny. A nie, że tak będziemy sobie po uważaniu pisać, że nad taką rzeką, nad siaką, na północy Polski itd.

Sebastian: — To nie jest jakaś tam sobie rzeka, to królowa polskich rzek.

Artur: — Ale ona jakoś tam zakręca… Przepraszam bardzo, z mojego punktu widzenia Wisła ginie za horyzontem. Dalej niż Sandomierz, Warszawa moja refleksja nie sięga.

Sebastian: — Moja też, tylko w drugą stronę…

Łukasz: — Dobrze, zostawmy rzeki na chwilę. Zapytajmy, po co piszemy w definicjach, że coś jest oddalone ileś kilometrów od czegoś innego. Rozumiem, że ma to dawać pewną orientację, w prostej, życiowej definicji.

Sebastian: — Ale życiowo musisz wiedzieć w takim razie, gdzie jest Toruń. Więc gdy piszesz taką definicję, zakładasz, że użytkownik wie, gdzie jest Toruń, a nie wie, gdzie jest Bydgoszcz. Która jest dwa razy większa i stąd to słowo „absurdalne” w przesłanym nam komentarzu.

Artur: — Jako stary doradca językowy uważam, że nie ma pytań językowych pozbawionych całkiem racjonalnych podstaw. Tu ujawniło się, że w naszym polskim spojrzeniu na świat i język jesteśmy mimowolnie i nieświadomie warszawocentryczni. Pożądamy z biegiem Wisły i stąd nam Toruń wyszedł. Ale może to tylko nietrafiona hipoteza.

Łukasz: — Coś w tym być może jest, że żadnego miasta z tych największych w Polsce byśmy nie zdefiniowali względem innego, np. Szczecina czy Olsztyna. Choć te z Trójmiasta… kto wie.

Toruń
Toruń

Łukasz: — Nie szukałem jakoś bardzo, zresztą byłyby to trudne poszukiwania, ale nie wykluczam innej podobnej definicji. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że w jakimś kraju założono nową stolicę, w mniejszym mieście. Znajduje się też w tym kraju większe miasto, które zna każdy, bo uczyliśmy się geografii w szkole bici linijką po rękach. Może w takiej sytuacji definicję typu „mniejsze względem większego” byśmy byli w stanie obronić. I tu może dochodzimy do tego, co najbardziej boli…

Artur: — …że ten Toruń jest ładniejszy.

Łukasz: — Ha, taki atut sławniejszego miasta. Ktoś może znać bardziej Toruń niż Bydgoszcz. I wchodzimy na teren odwiecznej walki.

Sebastian: — Nie wiem, czy odwiecznej, czy XX-wiecznej tylko.

Łukasz: — Ale wzmocnionej w XX wieku.

Sebastian: — Wzmocnionej w XXI wieku. Od momentu powstania wspólnego województwa. Gdy było dużo małych województw, każda średnio duża pipidówa była stolicą województwa.

Artur: — Obrażasz Ciechanów.

Sebastian: — A potem pojawił się problem.

Łukasz: — Rozwiązany salomonowo.

Artur: — To było w 1999 roku. Jeszcze w XX wieku.

Łukasz: — Tak. Po prostu jesteśmy starsi, niż Ci się wydaje, Sebastian.

Artur: — Jeśli myślisz, że 95 rok był 15 lat temu, to się mylisz.

Łukasz: — Mnie jeszcze ciekawi, jak to jest z tymi rzekami…

Sebastian: — Nad Wisłą to leży Fordon! Prawdziwi patrioci Starego Fordonu do dziś mogliby nie wybaczyć aneksji swojego miasta w 1973 r. i przyłączenia go do Bydgoszczy. W ten sposób Bydgoszcz jest miastem, w którym jest ul. Bydgoska. Proponuję taką definicję, która powinna zadowolić patriotów znad Brdy:

Bydgoszcz to duże miasto w północnej Polsce, leżące nad Brdą (centrum) i Wisłą (Fordon); przeciętny mieszkaniec Bydgoszczy (ale nie Fordonu) jest mniejszym miękiszonem niż przeciętny mieszkaniec Torunia.

Łukasz: — Jakie to jest obrazoburcze.

Artur: — I maskulinistyczne.

Sebastian: — Od nowego roku i tak nastąpił pewnego rodzaju rozwód Bydgoszczy z Toruniem, ponieważ wcześniej był to wspólny obszar metropolitalny. Co rodziło kłótnie, bo przecież nic nie łączy tych miast prócz pociągów, a dzieli Puszcza Bydgoska. I teraz mamy dwa obszary metropolitalne: wokół Bydgoszczy i wokół Torunia. Bo rzekomo miasta położone 30 kilometrów od siebie, które w sumie mają ponad pół miliona mieszkańców, nie tworzą żadnego wspólnego organizmu.

Łukasz: — Gdybym napisał, że Toruń leży ileś kilometrów od Bydgoszczy i ktoś by mi w związku z tym coś zarzucił, zakompleksiony torunianin na przykład, to mógłbym argumentować, że Bydgoszcz to większe miasto. Aj! Nie wierzę, mamy definicję, że Toruń leży 160 kilometrów na południe od Gdańska. To już jest złośliwość. Bydgoszczanie mogą być podwójnie zdenerwowani. Pogardzamy Bydgoszczą, bezsprzecznie na to wychodzi.

Artur: — I jeszcze cegiełkę dołożył kiedyś niejaki Rostowski (który popada w zapomnienie, jeśli chodzi o działalność rządowo-finansową) swoją pomyłką.

Sebastian: — I on to powiedział w Toruniu!

Artur: — O, tego nie wiedzieliśmy. Rozumiem, że to dokłada tej pomyłce walorów obelgi.

Sebastian: — Raczej wyjaśnia, skąd mu się końcówka wzięła. Jeśli wcześniej nie słyszał o Bydgoszczy i nie wiedział, że z tego miasta kandyduje, to po prostu wziął końcówkę, która akurat była pod ręką.

Bydgoszcz

Łukasz: — Wróćmy jeszcze do kwestii definicyjnych. Myślę, że sensowne jest przyjęcie maksymalnie dwustopniowego odniesienia-linkowania. Jeśli jakąś miejscowość opisujemy jako leżącą ileś kilometrów od Legnicy, to oczywiście możemy się wahać, czy nie powinniśmy od razu podać odległości od Wrocławia jednak. Z tym że Legnicę można potem zdefiniować jako leżącą ileś kilometrów od Wrocławia. Gdybyśmy tworzyli dłuższe łańcuszki lokalizacyjne, to i tak nikt by na to nie patrzył, tylko spojrzałby na mapę.

Artur: — Miejscowości podobnej wielkości też mogą być lokalizowane względem siebie. Zawsze mogą pojawiać się dylematy, do której miejscowości się odnieść.

Łukasz: — W każdym razie określanie Torunia tylko względem Gdańska jest takie sobie. Ale też niepowiedzenie, że Bydgoszcz leży tyle kilometrów od Torunia… Trudno pewnie do czegoś innego Bydgoszcz odnieść. To raz. Dwa, że istnieje związek między tymi miastami.

Artur: — Można powiedzieć, że te miasta są podzielone funkcjami, a to, że się izolują… Może nie tak mocno jak Katowice i Sosnowiec, które ze sobą sąsiadują nawet, a są np. stolicami dwóch osobnych katolickich diecezji.

Sebastian: — Moim zdaniem te miasta się prawie idealnie uzupełniają, nawet turystycznie mają zupełnie inny charakter. I instytucje, które są w Bydgoszczy, nie są obecne w Toruniu i odwrotnie, np. opera. Te miasta chcąc nie chcąc są połączone, nie mówiąc już o tym, że ludzie po prostu jeżdżą do pracy z jednego do drugiego. I tyle.

Łukasz: — Ale też powiedzmy sobie szczerze, rozmawiamy dziś o tym wszystkim, bośmy tu żadnych wcześniejszych ustaleń nie robili. Nie są to kwestie najważniejsze językoznawczo ani praktycznie przy tworzeniu słownika.

Artur: — Odbija się w słowniku to, co wiemy, i to, czego nie wiemy. A jesteśmy pod tym względem raczej zwykłymi mieszkańcami Polski niż niezwykłymi.

Łukasz: — Pewnie powinniśmy określić Bydgoszcz względem Torunia, a Toruń względem Bydgoszczy. I już.

Artur: — Ale to może nie pomóc osobie, która się nie orientuje, co jest z grubsza między Warszawą a Gdańskiem.

Sebastian: — Tu może pomóc precyzyjna lokalizacja, że to zbieg Brdy i Wisły.

Artur: — Panie! Co to jest w ogóle Brda? Poza tym, że wypowiedzieć to jest trudno.

Łukasz: — Powiem Ci, Arturze. Brda to jest taki bardzo ciekawy rzeczownik, który w „Słowniku gramatycznym języka polskiego” nie ma dopełniacza liczby mnogiej, choć tam dodano liczbę mnogą nawet każdej nazwie własnej.

Artur: — I nie ma kilku BRD?

Łukasz: — W każdym razie Bydgoszcz nie leży między Warszawą a Gdańskiem w sensie geograficznym, może w sensie drogowym.

Artur: — Wiesz, gdybym był pewną propagandową stacją nadawczą, tobym od razu powiedział, że to jest bardzo piękne miasto położone 400 kilometrów na wschód od Berlina. Zagralibyśmy na innym kompleksie: niechcianej pamięci wielokulturowości czy też przynależności do państwowych organizmów niemieckich.

Łukasz: — Myślę, że gdybyśmy zdefiniowali Bydgoszcz jako leżącą między Berlinem a Mińskiem, to moglibyśmy śmiało kandydować do goebbelsowskiej nagrody roku, czy co oni tam przyznają.

Artur: — Nie, nie, to żeby tak fajnie było, to powinniśmy wziąć najbliższą stolicę województwa, czyli Grodno. Śliczne miasteczko, było stolicą województwa przed wojną, Białystok leżał w grodzieńskim. Czyli: w połowie drogi między Berlinem a Grodnem. Tylko trzeba ustalić, czy dyliżans tyle samo jedzie po tej trasie, czy gdzieś się zaczyna wschodnia Europa.

Łukasz: — A mówiąc znów serio, to definiowanie Bydgoszczy jako leżącej między Poznaniem a Gdańskiem przynosi zbyt duże odległości. Pamiętam, że zdarzało nam się definiować jakieś miasto we Francji jako leżące ok. 200 kilometrów od Paryża, ale tam była po prostu między nimi pustynia znanych miast. Z naszego polskiego punktu widzenia.

Kopernik

Łukasz: — Na mapce zajawiającej nasz wpis w ogóle nie widać Torunia.

Artur: — A przecież nie możemy zapominać, że dwóch duchownych stanowi o potędze Torunia. Jeden taki dawniejszy, a drugi współcześniejszy. Nawet się trochę rymuje: Kopernik — Rydzyk. Jakby po francusku wymówić i zaakcentować, to duża zbieżność.

Łukasz: — Czyli znowu uderzasz w te tony, że Bydgoszcz nie może się tu niczym pochwalić specjalnie.

Artur: — No, Bartłomiej z Bydgoszczy — niechby po czterdziestu latach dokończono edycję jego cudownego słownika z XVI wieku i wtedy może byśmy się lepiej poczuli, bo chwałę jego byśmy mogli głosić, nieustająco.

Sebastian: — Ale i tak Bydgoszcz nie przebiłaby wtedy Torunia, z którym związany jest Linde.

Artur: — No masz. Ale on w Warszawie siedział.

Sebastian: — Ostatecznie siedział, ale Kopernik też nie siedział w Toruniu. Wybyli w świat.

Artur: — Tylko w tym swoim Frauenburgu i dlatego była kobietą.

Łukasz: — Ale fabrykę pierników Kopernik postawił w Toruniu.

Sebastian: — Fabrykę pierników to chyba Niemcy stawiali w Toruniu.

Artur: — Ciiii… ciiii…

Łukasz: — I znów ten Berlin…. Choć ja przyznam się, że bardzo miło Bydgoszcz wspominam, bo tam debiutowałem w turnieju skrablowym ogólnopolskim, w hali Łuczniczka.

Artur: — Ja też Bydgoszcz miło wspominam. Byłem tam na Forum Kultury Słowa. W pięknych przestrzeniach Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Mądrzy ludzie mądre rzeczy mówili, słuchałem ich z podziwem. I nie mam niczego przeciw bydgoszczanom i bydgoszczankom, tylko to tak jakoś wyszło, że sprowokowano nas i się wyszczerzamy.

Najnowsze komentarze