Ilu słów brakuje w języku polskim?

Chcecie od razu znać odpowiedź na tytułowe pytanie? Dobrze, odpowiadam: miliard. Hola, hola, jak to miliard? Może 500, może nawet 5 000, ale miliard? To jakiś żart.

Tyle że to właśnie nie żart, tak właśnie jest. Czasem nasze nazewnictwo zależy od tego, na jaki poziom szczegółowości zejdziemy. Jak się nazywa ktoś robiący licencjat, a potem osoba pisząca licencjat, a ktoś, kto napisał już pracę i czeka na ocenę, a ktoś po licencjacie? Mamy w polszczyźnie licencjata i bardzo rzadkiego licencjanta. I tyle. Analogicznie można by zapytać o magisterium czy doktorat. Ale może nam tych słów nie potrzeba. Tak jak nie potrzeba nam nazywać jednym słowem śmierci z powodu przepracowania, bo nadal nie jesteśmy drugą Japonią (w tym wypadku na szczęście).

Ciekawe, że wciąż nie dokonujemy podziału wśród uchodźców. Nie rozróżniamy słownikowo prawdziwych uchodźców od uchodźców z fałszywym syryjskim paszportem, którym już się marzy bomba w plecaku. Dlatego wciąż czytamy o zamachowcu-fałszywym uchodźcy.

A jak nazywa się rapujący ksiądz? Katolicki ksiądz, bo prawosławny to byłby pewnie hip-pop.

 

Czasem brakuje słów po prostu dla nazwania jakiejś czynności, zjawiska itp. Pisałem swego czasu o dziecięcym słownictwie nieobecnym w słownikach, ale przecież wciąż nie mamy słowa choćby na karmienie piersią przez mamy w miejscach nieco publicznych, np. parkach, choć dyskusje o tymże co pewien czas wracają. Pewnie, gdy już to nazwiemy, będzie to jakieś …-ing z angielskiego, niestety. Tak to już bowiem jest, że nieraz nazwa przychodzi z zachodu, my ją dopasowujemy do naszej fleksji i mamy na przykład brafittera i brafitterkę. I choć niektórzy się burzą i szukają polskich odpowiedników, to nic z tego. Te jednowyrazowe są zwykle mało poważne: piersiolog, biustylistabiustouczyciel, stanikowy,  a te wielowyrazowe… są wielowyrazowe: dobieracz stanika, doradca bieliźniany, stylista biustu.

Potrzeba nazewnicza może wynikać ze zmian społecznych, kulturowych, technicznych itp. Dobrym przykładem będą tu nazwy zawodów i męski odpowiednik przedszkolanki, którego się wciąż chyba nie doczekaliśmy. O tym pewnie warto zresztą kiedyś napisać osobno.

Bywa, że nowe, potrzebne słowo pojawia się raz, dwa. Frankowicze istnieli, odkąd były kredyty we frankach, ale frankowiczami stali się, gdy frank poszedł w górę, temat zrobił się medialny i narosła potrzeba dla krótkiej nazwy.

Nie zawsze tak być musi. Spójrzcie, matematyki wszystkich nas w szkole uczono. Gdy wykonuje się taką matematyczną operację:

10x + 12y = 2(5x + 6y)

to po polsku nazywa się to wyłączeniem wspólnego czynnika przed nawias. Nie mamy na to jednego wyrazu, tylko takie dłuuuuugie, opisowe określenie (po angielsku jest chyba krótkie to factor).

Oczywiście, język dlatego jest językiem, że umożliwia choćby chwilowe uzupełnienie braku. Istnieje cała masa potencjalnych słów z tego miliarda brakujących, które każdy od razu rozumie. Jak zasłyszane:

Kto cię tak zirokeził?

Wyparkuj samochód.

Językoznawca, jak wiadomo, ma wyczulone ucho na różne takie…

Istotna jest potrzeba nazewnicza. Przecież, z drugiej strony, język polski byłby całkowicie nieekonomiczny, gdyby na wszystko miał mieć jednowyrazowe określenie. Wyobraźcie sobie osobne słowa na przykład na:

  • wstanie z łóżka o czwartej rano, żeby oddać poranny mocz,
  • osobę, która chodzi do hipermarketów, żeby rozmawiać obsługą,
  • uczucie żalu na widok spadających liści,
  • śmianie się do siebie na myśl o jakimś psikusie z dzieciństwa,
  • chodzenie na palcach stóp po ciepłym piasku (na to jest podobno słowo hanyauku w jednym z języków afrykańskich),
  • hotentocką matkę głupiego syna.

Specyficznie tego typu problemy załatwiają Niemcy:

 

Dlatego też czasem do nazwania czegoś używamy słów już istniejących, nadając im nowe znaczenia (powstają neosemantyzmy). Niedawno słyszałem o odbijaniu niemowlaka, czyli o braniu go na ręce po jedzeniu, żeby mu się odbiło.

A jak nazwać stan, w którym znajduje się ktoś, komu brakuje słów w języku polskim?

A może znacie słowa z obcych języków, których jednowyrazowych odpowiedników w języku polskim brak (których Wam brakuje najbardziej)? Albo słyszeliście ostatnio jakieś słowo, które oddaje to, co zwykle wyraża się jedynie opisowo?

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.