Zażółć gęślą jaźń. Używajmy polskich znaków

Jest w polszczyźnie trochę wyrazów, w których zagęszczenie polskich znaków na metr kwadratowy słowa jest znaczne. Takie zagęszczenie mamy też w tytułowym zażółć gęślą jaźń. A cóż to za cholerstwo? — zapytacie. Oczywiście, zdanie to jest semantycznie bez sensu, ma jednak swoją tajemnicę.

Nie trzeba długo szukać w polszczyźnie wyrazów, w których zagęszczenie polskich znaków na metr kwadratowy słowa jest spore. Kilka najciekawszych z nich to:

Taki wręcz nadmiar polskich znaków mamy też w tytułowym zdaniu zażółć gęślą jaźń. A cóż to za cholerstwo? — zapytacie. Oczywiście, zażółć gęślą jaźń semantycznie jest bez sensu (choć gramatycznie wszystko z nim w porządku, jak w słynnym przykładzie Chomsky’ego zielone idee śpią wściekle). Gdyby ktoś chciał jednak dociekać jego znaczenia, ułatwi to znajomość składających się na nie słów, w czym pomogą hasła z Dobrego słownika: zażółcićgęśle (zwłaszcza ciekawostka w tym haśle) — jaźń. Czyli ‘użyj gęśli, żeby jaźń nabrała koloru żółtego’, co — ostrzegałem — dalej jest bez sensu, ale…

Zdanie to ma swoją tajemnicę: występują w nim wszystkie polskie litery z diakrytami, czyli: ą, ć, ę, ł, ń, ó, ś, ź, ż. Wiążą się z nimi różne ciekawe rzeczy.

O literze i głosce ł pisaliśmy w dwóch wpisach Łukasz w aucie, czyli gdzie jest ł. Przeróżną wariantywność w wymowie ś, ź, ć, ż przybliżał nam Artur we wpisach o jabłonkowaniu (Jabłonkowanie), mazurzeniu (Jezdzę busami cęsto) i kaszubeniu (Co Mariolka wie o kaszubieniu). Przyjrzyjmy się zatem teraz

ą i ę

zawierającym słynne polskie ogonki. Hasło (the) ogonek możecie znaleźć nawet w angielskiej Wikipedii. Tam pewien tajemniczy Anglik imieniem John okazał się wielkim miłośnikiem polszczyzny i jej ogoniastych literek i umieścił jakże bliski jemu sercu fragment z Jana Brzechwy:

Wół go pyta: „Panie chrząszczu,
Po co pan tak brzęczy w gąszczu?”

I to, na szczęście, zapisany poprawnie z ogonkami, a nie z cedillą, co w amatorskich fontach nieraz się zdarza.

(Naszła mnie taka myśl, czy literka może merdać ogonkiem?)

Literki z ogonkami wykorzystano też w głośnej akcji „Język polski jest ą-ę” (wiązała się z obchodami Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego), uświadamiającej, „jak ważne jest stosowanie polskich znaków” i angażującej znane osoby. Choć nazwa akcji nieco dwuznaczna, bo przecież bycie ą-ę ma dość negatywne znaczenie. Wyrażenie to wywodzi się zapewne z hiperpoprawnego wymawiania samogłosek ą i ę na końcu wyrazów (w Dobrym słowniku można znaleźć reguły językowe o wymowie ę i o wymowie ą).

Według mnie najwspanialszą pozostałością po tej akcji jest poniższy utwór Łony:

Bywa też tak, że ogonki pojawiają się tam, gdzie nikt ich się nie spodziewał, por. wpis Skąd to „jestę blogerę”?.

Jeszcze ogonki nie zginęły, póki…

Obawiano się zaniku polskich znaków, bo esemesy, bo Internet itd. Ale pojawiło się sporo przypadkowych lub nieprzypadkowych kontrtendencji. Nieprzypadkową jest na przykład sposób podawania nazw obcych w różnych wersjach językowych Wikipedii: dba się bardzo o to, żeby zachowywać obce znaki diakrytyczne, dokładnie zapisywać nazwiska itp. Może to nawet sugerować, że prawdziwy fan nie napisze Atletico, ale tylko Atlético.

Przypadkowe może być zaś to, że choć wciąż trzeba się troszkę napocić, żeby wysłać esemesa z polskimi znakami, i że wciąż ich obecność szybko zwiększa jego cenę — to ceny esemesów tak spadły lub też darmowa ich liczba w abonamencie jest tak duża, że nie robi nam już różnicy, że SMS „zażółć gęślą jaźń” policzą nam razy cztery. I nie musimy pisać „zazolc gesla jazn”.

Istotnie też zmniejszyły się problemy z kodowaniem tekstu (słynne dawne „wykrzaczanie się” polskich znaków). W Internecie można nawet znaleźć opinię „Dzisiaj jak ktoś twierdzi, że ma problem z kodowaniem, to znaczy, że albo mu się nie chce go rozwiązać, albo nie umie, a to nie jest jeszcze powód, żeby wszyscy inni kaleczyli język ojczysty (…) Technicznych przesłanek za nieużywaniem znaków diakrytycznych jakiegokolwiek języka obecnie NIE MA!”.

A to przecież niedostosowanie technologii było główną przyczyną niestosowania polskich diakrytów, co wyraźnie pokazywało badanie z 2013 roku:

nieuzywanie_znakow_diakrytycznych_powody

Nie dla każdego też musi być oczywiste, że aby uzyskać ź, to na standardowej klawiaturze wcisnąć należy Alt + X. A żeby z klawiatury ekranowej (np. na tabletach) wydobyć polską literę, trzeba przez chwilę przytrzymać klawisz z odpowiednią literą bez znaku diakrytycznego (np. a) — i wtedy pojawi się nam paleta znaków do wyboru.

Czym jest tekst bez polskich znaków, ujął ładnie w 2004 roku Andrzej Markowski (przewodniczący Rady Języka Polskiego):

(…) informuję, że każdy tekst pisany w języku polskim powinien być zapisany z użyciem polskich znaków diakrytycznych, gdyż w przeciwnym wypadku nie będzie to polski tekst pisany.

Obiło mi się też o uszy, że Rzecznik Praw Obywatelskich wnosił o możliwość uzupełniania imion i nazwisk w aktach stanu cywilnego sporządzanych na podstawie aktów zagranicznych o polskie znaki diakrytyczne bez konieczności załatwiania tego sądownie. A do tego zmuszały przepisy Prawa o aktach stanu cywilnego. Ale chyba nic się w tej sprawie nie zmieniło (orientuje się może ktoś?).

Zajac, czyli zając czy zająć?

Tekstu z polskimi znakami nie trzeba ponadto rozszyfrowywać. Istotna to przecież różnica, czy ktoś bąka coś czy baka, czy to krety sad (zryły), czy to kręty sąd (głosi ktoś). Czy wysłano nam zadanie, czy żądanie. Nie wspominając o zawsze przy tej okazji wspominanym robieniu laski/łaski. A jeśli słowem najlepiej oddającym polską naturę, zarówno pod względem ortograficznym, jak i mentalnym jest żółć (por. ten wpis), no to przecież nie zolc!

Ale takie przykłady, choć ciekawe i może efektowne, mogą wydawać się nieco naciągane. Pokażmy więc na koniec tekst,w którym brak jednego tylko znaku diakrytycznego wypacza sens zdania:

W drugiej połowie gospodarze nieoczekiwanie zdołali wyrównać. Manuela Neuera pokonał jego klubowy kolega Xabi Alonso. Hiszpan skierował futbolówkę do własnej bramki. Radość Hamburgera trwała zaledwie osiem minut.

W 64. minucie spotkania Muller uderzył na bramkę, a Lewandowski stracił piłkę w przeciwnym kierunku, tym samym myląc kompletnie bezradnego Adlera. Do końca spotkania wynik już nie uległ zmianie. (sport.pl)

A zatem, co zrobił Lewandowski?

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Toszczyk

    Zawsze w mojej świadomości wyraz „gęślą” był przymiotnikiem dzierżawczym utworzonym sufiksem „-i”. Zażółć jaźń (jaką?) gęślą.
    Niestety, coraz częściej -ą w wygłosie brzmi jak „oł”, nawet wśród osób wypowiadających się publicznie. Już mniej mnie razi „om”.
    Warto też nadmienić, że zachowanie samogłosek nosowych z prasłowiańszczyzny to unikatowa cecha polszczyzny wśród innych żywych języków słowiańskich i właśnie dlatego powinniśmy być z nich dumni. A w prasłowiańszczyźnie wiele wyrazów zaczynało się samogłoską nosową, co dzisiaj może dziwić. Prasłowiańskie prototypy węgla, węgła, węża zaczynały się nosówką, a nagłosowe w- to taka wtórna proteza.

    • aztechowski

      Dawno, dawno temu. bodajże w Rewii rozrywki w dziale ciekawostek pojawiło się słowo „ĄPIJ” oznaczające wampira (albo jego rodzaj). Bardzo mnie to zdziwiło, zwłaszcza, że jedynym słowem zaczynającym się na nosówkę jakie znałem to ĘSI, które jak wiadomo jest raczej wytworem literackim niż funkcjonującym słowem.

      • Toszczyk

        Tak właśnie myślę, że można by zbadać słownictwo krzyżówczane i zrobić o tym wpis. Typowymi słowami z krzyżówek są dla mnie: alasz, epuzer – na razie tyle mi się przypomniało. Być może w krzyżówkach też czają się jakieś intrygujące „łańcuszki nieprawdy”.

  • Xfing

    Też zawsze myślałem, że chodzi o zażółcenie jaźni gęsi, lol

  • Ha, jak najbardziej lubię słuchać głosów oburzenia ludzi, którzy w swoich wiadomościach nie stosują polskich znaków, a następnie dziwują się ogromnie, że ich komunikaty są źle odbierane, niezrozumiałe, itd.