Z ruska po angielsku, czyli jak nie znoszę Vladimira i Sharapovej

Jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem, ale gdy widzę w polskim tekście, że Vladimir Putin to czy co innego powiedział lub zrobił, to się gotuję. I nie o to chodzi, że mam coś do prezydenta Rosji. To zostawmy na boku. Po prostu wolałbym Władimir.

O regułach transkrypcji można różnorako. Ja dziś emocjonalnie.

Mam pretensje głównie do układaczy serwisów informacyjnych (słowo redaktor i autor mi tu zdecydowanie nie pasuje). Denerwuje mnie pisanie do mnie w obcym języku w polskim tekście. Jeśli chcę sobie obejrzeć tekst innojęzyczny, to idę pod inny adres.

Denerwuję się, bo taki serwisowiec (taka *serwisówka) najpewniej nie rozumie tego, co dla mnie i dla wielu innych czytelników jest oczywiste — że mianowicie w polskich tekstach informacyjnych dla języków słowiańskich zapisywanych cyrylicą stosuje się transkrypcję, bo taka jest tradycja, niekwestionowana. A resztę języków słowiańskich czyta się po słowiańsku, bo głoski mamy mniej więcej takie same, łatwo „podkładalne”. Przedmioty mojego ataku tradycji nie kwestionują, tylko wydają się jej nie znać, a zgłaszanych na przykład w komentarzach pod artykułami uwag (nie przeze mnie) nie rozumieją, bo przecież by poprawili.

Czy mamy do czynienia ze zwykłym błędem redakcyjnym? Nie ma zwykłych błędów dla językoznawców, których lubię. Najczęściej możemy wskazać podłoże językowe, terytorialne lub społeczne, kulturowe lub obecność jakiejś tendencji. Moja opinia jest taka, że osoby zdolne napisać, że Sharapova zmierzy się z Safarovą, a Pavluchenkova z Radwańską, mentalnie się odpolszczyły.

Myślę, że jest tak: anglojęzyczne serwisy podają informację, polskojęzycznym portalom zależy na informacji, kto wygrał albo zabił (ach, te tytuły: zmiażdżył, zmasakrował, rozniósł, pobił…), a na poprawności nazwisk nikomu nie zależy. Nawet się do Wikipedii nie chce zajrzeć, a wikipedyści przestrzegają reguł i używają rozumu. My w Dobrym słowniku też mamy o tym reguły.

Gorzej, że czasem w radiu trzeba przeczytać takiego newsa. Sam słyszałem już angielską formę [lus-i safarova]. Zdziwię się bardziej już tylko wtedy, gdy będą mówić w mediach o Dobrym słowniku, który redagują [salkevic], [zurofsky] i [ksezak].

Czyli:

  • Władimir, nie !Vladimir,
  • Szarapowa, nie !Sharapova,
  • Šafářová [szafarzowa], nie !Safarova (może być też Szafarzowa, jeśli ktoś racjonalnie zmieni czeskie znaki diakrytyczne).

A co robić, gdy przyjeżdża do nas artysta albo zwykły obywatel z kraju wschodniego i ma w paszporcie napisane np. Yuri Chernykh? Urzędy czy uczelnie uważają, że nie mogą zmienić ani jednej kreski w dokumencie wystawionym tej osobie. Ale to jest przecież Jurij Czernych. My to wiemy, ale w związku z funkcjonowaniem w sferze publicznej coraz liczniejszych plakatów, napisów, nicków napisanych ze słowiańska po angielsku, tracimy grunt pod nogami. Ze Słowianami po angielsku porozumiewamy się na piśmie, a niedługo i fonia się nam zamerykanizuje i będziemy superświatowo proste nazwiska tych dość znanych panów pisać oraz wymawiać jak Angloamerykanie (jest takie słowo?):

A co na to rzecze Captain Rykov z textu Mr. Thaddaeus?

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.