Z naszego na ichnie. Przestępczy Czerwony Kapturek, Lokomotywa po śląsku, a Ewangelia po młodzieżowemu

W Dobrym słowniku w haśle Czerwony Kapturek znajduje się najdłuższy przykład użycia, który umieściliśmy w hasłach. Jest to opowiedziana językiem przestępców bajka o owym Kapturku (Krasnej Kaniole).

Pochodzi ona z wywiadu z Markiem M. Kamińskim, który obecnie pracuje jako naukowiec w Stanach Zjednoczonych. W czasie studiów w Polsce w 1985 roku został aresztowany przez SB i za prowadzenie podziemnych wydawnictw trafił do więzienia jako więzień polityczny. Do jednej celi z pospolitymi kryminalistami. Dzięki temu mógł opisać dokładnie całą subkulturę więzienną w książce wydanej w Polsce pod tytułem „Gry więzienne” w 2006 roku.

Ta wersja Czerwonego Kapturka kontrowersji większych nie budzi. Co najwyżej rozbawienie. Ale są takie pomysły przekładów interlingwalnych („z polskiego na nasze”), które budzą emocje i kontrowersje.

PRZETŁUMACZ MI, MAMO

Zanim do nich przejdziemy, warto zauważyć, że w niektórych teoriach przekładu tłumaczeniem jest nie tylko np. przełożenie tekstu w języku polskim języku na odpowiadający mu tekst w języku angielskim. Teoretycznie przekładem jest także „przetłumaczenie” tekstu w języku ogólnopolskim na tekst w jakiejś odmianie regionalnej lub środowiskowej tego języka (np. w gwarze poznańskiej). Tradycyjnie nazywa się to parafrazą lub trawestacją, ale rzeczywiście coś jest na rzeczy.

W języku polskim mamy nawet frazeologizm ktoś tłumaczy coś z polskiego na nasze. Opisuje on mniej więcej sytuację, w której tekst napisany niezrozumiałym dla kogoś stylem polszczyzny (np. naukowym) przekłada się na inny styl (zwykle potoczny).

Przekładoznawstwo (teoria przekładu, translatoryka, translatologia) istotnie jest dyscypliną z pogranicza i pasuje do obu wielkich -znawstw (literaturoznawstwo i językoznawstwo), a jednocześnie wykracza poza każde z nich. Chyba osoby zajmujące się przekładem mówią najgłośniej o tym, że podział akademickich filologów na literaturo- i językoznawców nie jest do końca adekwatny.

Ale wiadomo też, że powstanie nowej dyscypliny naukowej nobilituje. Zwłaszcza jej twórców. Faktycznie dyscyplin i subdyscyplin naukowych jest dużo więcej, niż przewiduje to prawo, a w zasadzie polityka. Polityka, bo w Polsce od kilku lat klasyfikację dziedzin i dyscyplin naukowych określa minister nauki i szkolnictwa wyższego. Może więc kiedyś okazać się, że coś stało się dyscypliną naukową, w której można zdobywać stopnie naukowe, tylko dlatego, że np. zajmuje się tym kolega Pana Ministra.

PRZETŁUMACZ MI, TATO

Jak wspomnieliśmy, niektóre pomysły przekładów „z polskiego na nasze” budzą emocje i kontrowersje. Tak jest z Dobrą czytanką wg zioma Janka — młodzieżową (czy też hip-hopową) wersją Ewangelii wg św. Jana. Nawet Rada Języka Polskiego uznała za stosowne zająć odpowiednie stanowisko. Ogłaszając, że taki tekst jest niestosowny i w ogóle.

Oto przykładowa przypowieść z czytanki („o synu urzędasa”):

43. A po dwóch dniach Jezus wybił się stamtąd do Galilei. 44. No bo sam powiedział, że proroka na jego własnym rewirze raczej nie bierze się serio. 45. Więc jak już trafił do Galilei, to tam chętnie go przyjęli, bo widzieli wszystko, co uskuteczniał w święta w Jerozolimie. 46. Potem uderzył znowu do Kany Galilejskiej, gdzie wcześniej zrobił winko z wody. A w Kafarnaum był taki jeden wysoko postawiony urzędas, któremu chorował syn. 47. Więc jak usłyszał, że Jezus jest w Galilei, pojechał tam i poprosił, żeby wbił się do niego na chatę i uzdrowił mu syna, bo chłopak już ledwo zipał. 48. Wtedy Jezus przyczaił: Jak nie zobaczycie znaków i cudów, to nie dacie wiary. 49. Gostek na to: Mistrzu, pliz, wbijaj się do mnie, bo mi zaraz dzieciak wykituje. 50. A Jezus do niego: Gościu, wrzuć na luz i idź już, bo twój syn żyje. I ten klient uwierzył w to, co mu Jezus powiedział i poszedł sobie. 51. A jak jeszcze był w drodze, jego ludzie wyszli mu naprzeciw i powiedzieli: Twój chłopak żyje. 52. Więc spytał się ich, o której mu się poprawiło, a oni mu na to, że wczoraj koło pierwszej spadła mu gorączka. 53. I wtedy ten kolo rozkminił, że to była ta godzina, kiedy Jezus powiedział, że jego syn żyje. No i gościu sam uwierzył i cały jego dom. 54. To był drugi cud, który Jezus zdziałał, jak wrócił z Judei do Galilei.

Jest wiele tego typu przekładów na odmiany polszczyzny znanych tekstów. W gwarze śląskiej można znaleźć m.in. Lokomotywę

A w gwarze poznańskiej (niepoprawnego zresztą politycznie) Murzynka Bambo czy Pana Hilarego (trzeba podgłośnić po muzycznym wstępie):

Na gwarę podhalańską przekładany był np. Nowy Testament (co też zostało potępione przez stosowne organy).

Tłumaczenie tekstów wewnątrz języka polskiego będzie coraz częstsze, bo też coraz częściej przygotowuje się np. uproszczone wersje pism urzędowych. Czy rzeczywiście jest to takie samo tłumaczenie, jak tłumaczenie z angielskiego na polski, jest kwestią wtórną i w zasadzie akademicką. Dla tych akademików, o których była wcześniej mowa.

Znacie inne ciekawe przykłady takich wewnątrzjęzykowych tłumaczeń?

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Maria Filipowicz

    Tak, to ciekawy problem. Wszak przekład to po prostu wersja. Nie tylko samego tekstu. Czasem również sytuacji. Swoista analogia. Porównanie daje ciekawe efekty. Zatem proponuję zabawę w poszukiwanie pierwowzoru sytuacji, którą zaraz opiszę.

    Kilka dni temu zobaczyłam film dokumentalny Wernera Herzoga „Lo i stało się. Zaduma nad światem sieci.” W nim na samym początku następująca opowieść.

    Kleinrock wraz z grupą towarzyszących mu studentów znajdował się na terenie UCLA i próbował zalogować się na komputer w SRI by przesłać na próbę trochę danych. Na terenie SRI z kolei znajdowała się druga grupa naukowców, z którymi grupa Kleinrocka była połączona telefonicznie – mieli oni potwierdzać czy połączenie jest nawiązane, jak przebiega itp. Najpierw oczywiście należało się zalogować (polecenie „login”). Oto fragment wywiadu z Kleinrockiem (cyt. za Gromovem) opowiadającym o tym wydarzeniu:
    – Nacisnęliśmy „L” i zapytaliśmy przez telefon,
    – Widzicie „L”?
    – Tak, widzimy „L” – przyszła odpowiedź.
    – Nacisnęliśmy „O” i zapytaliśmy: widzicie „O”?
    – Tak, widzimy „O”.
    – Następnie nacisnęliśmy „G” i system się zawiesił…
    Rewolucja się rozpoczęła…

    Piękna historia, prawda? No i znalazłam poszukiwane słowo! A moje pytanie brzmi: jaki znany tekst można uznać za pierwowzór opisanej sytuacji? Więcej, za przekład wręcz!

    • Maria Filipowicz

      Nikomu nic nie przychodzi do głowy? A co myślicie o znanym Janowym początku Ewangelii?

  • Jakub Kosiniak

    Proszę, błagam: cóż znaczy „w książce wydanej w Polsce po tytułem >>Gry więzienne” w 2006 roku.<<"? "Polska po(d) tytułem "Gry więzienne…"!? Że tam "d" się ulotniło, furda — ale "Polska pod tytułem" trąci mi Macierewiczem… Nie czytam dalej, czekam na korektę; nie jestem (niestety, niestety!) Marią Filipowicz (którą kocham bezgranicznie — już Ona wie…), bym mógł sprostać Wam (i Jej!) erudycją, ale… takie tam… szczegóły, w których żaden diabeł nie mieszka.
    Cholera, nie dotrzymałem słowa i zajrzałem nieco niżej. Zaś tam: "A w gwarze poznańskiej (niepoprawnego zresztą politycznie)…".