Skąd to „jestę blogerę”? I czy wiem, kim bede?

Jestę blogerę, dziennikarzę… — niemal wszyscy to już widzieli. Taki zapis (i wymowa) bardzo wielu ludzi denerwuje jako zmanierowany, sztuczny, a może i zdradzający jakąś „dyslekcję” (czyli odporność na wiedzę szkolną).

Ę-PYTAM

Ja jednak mam ochotę nieco o tym pogawędzić, bo mnie to naukowo fascynuje. Stąd naukowe pytanie o chronologię. Gdy wszyscy coś znają, widzieli, śmieszy ich lub drażni, najtrudniej dociec, skąd i kiedy się wzięło.

Kto mi powie, gdzie się po raz pierwszy pojawił taki mem, wypowiedź z takim przekształceniem? Piszcie! Kwestię nagród pozostawiam kolegom redaktorom Dobrego słownika 😉

źródło: www.piktografiki.com

Ę-WYJAŚNIAM

Ja to widzę tak. Samogłoski bardzo nosowe, jak w języku francuskim, istniały przez ostatnie półtora tysiąca lat na naszych ziemiach słowiańskich, lecz obszar ich występowania stale się kurczył. Skąd się wzięły? Z praindoeuropejskich połączeń samogłosek ze spółgłoskami nosowymi, np. na końcu wyrazu.

Porównajmy:

en → ę

łacińskie semen ‘nasienie’ i starosłowiańskie *semę oraz polskie siemię.

W ciągu wieków bracia Słowianie zamienili starosłowiańskie ę na inne dźwięki, nienosowe, na przykład czeskie símě lub semeno, rosyjskie siemia, a i my sami wymawiamy na końcu -e, a tylko piszemy .

ę → e

Język się zmienia. Współcześnie mamy problem z samogłoskami nosowymi. Zamiast chodzą [chodzǫ] ludzie mówią / !mówiom, że [chodzom], a bardziej na wschodzie: [chodzo]. Reguły wymawiania litery ą i litery ę, opracowane przez zespół Dobrego słownika, są dostępne w naszym Kompendium dobrej polszczyzny (jedna nawet w pełnym dostępie dla każdego).

Jednak każda akcja wywołuje reakcję, a tendencjom towarzyszom towarzyszą kontrtendencje.

I tak, chłopcy dają z okazji Dnia Kobiet kwiatki !dziewczynką, a pewna uczelnia oferuje staże !studentą i !absolwentą, nie zapominając o płci przeciwnej.

Ę-WSKAZUJĘ

A wszystko ma swój początek w gwarach, bo one są „żywsze” niż brany w karby i zamrażany w gramatykach i słownikach język ogólny, pisany, skodyfikowany.

Bartek Obrochta. fot. Henryk Schabenbeck

 

Bo na przykład przed stuleciem Bartłomiej Obrochta opowiadał, jak to było „z pane Pruse”:

 

pon Głowacki, wiécie, co ksiązki pisowoł, co go téz Prus wołali, bo sie Prus podpisowoł na ksiązkak.

 

 

Na Podhalu było tak:

1) z panem Prusem → 2) *z panę Prusę → 3) z pane Pruse

Połączenie em 1) zamieniło się w samogłoskę nosową ę 2), która straciła nosowy rezonans 3).

em → ę → e

A w polszczyźnie ogólnej jest tak:

jestem blogerem → !jestę blogerę → ?

Czy dojdziemy za czas jakiś do *jeste blogere? A co Wy o tym myślicie? Czy to tylko niewinna zabawa językiem?

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Arkadiusz Jarzecki

    Nie lubię tego. Znajomi się tak bawią, a mnie to ani trochę nie śmieszy. Bardzo dziękuję za artykuł. Złapałem trochę wiedzy i nieco mniej mnie to irytuje 🙂 Ja ze strony motywacji wytłumaczyłbym to na kilka sposobów. W lesie nie widać drzew (pojedynczych). Ludzie specjalnie zalesiają swój język błędami, bo gdy się nieświadomie pomylą, to nie jest im tak głupio. Wzbudzają niepewność, czy robią to celowo, czy też nie. Poza tym jest to zabawa językiem, czasami tylko dla zabawy, a czasami dla ukrycia własnych emocji. Weźmy dziewczynę, która po obronieniu pracy dyplomowej pisze: „Jestę magistrę”. W Polsce wciąż nie wypada chwalić się sukcesami, szczególnie intelektualnymi, finansowymi i zawodowymi. W ten sposób można i oznajmić ludziom osiągnięcie, i zdystansować się względem niego. To jakby powiedzieć: „Jestem magistrem, to dla mnie bardzo ważne i bardzo się ciesze, ale przecież to nic takiego”. To też po prostu moda, tak samo jak oblewanie się wodą z powodu mody na Ice Bucket Challenge. No i na koniec na Facebooku trzeba zrobić coś ekstra, żeby się wybić. Chcemy być dostrzeżeni w zalewie informacji. Chcemy być „pogłaskani” przez znajomych komentarzem albo polubieniem. Więc z pewnością będą powstawały kolejne zniekształcenia. Zastanawia mnie natomiast, czy będą się przekładały na język poza Internetem.

    • Dziękuję za współmyślenie i za ciekawe spostrzeżenia na temat także asekuracyjnej roli żartu. Żeby się bawić, trzeba mieć świadomość i poczucie dystansu. Byle nas jednak żywioły językowe i „modowe” (mnie to słowo trochę drażni) nie poniosły tam, gdzie nie chcielibyśmy dotrzeć.

  • Dziękuję za współmyślenie i za ciekawe spostrzeżenia na temat także asekuracyjnej roli żartu. Żeby się bawić, trzeba mieć świadomość i poczucie dystansu. Byle nas jednak żywioły językowe i „modowe” (mnie to słowo trochę drażni) nie poniosły tam, gdzie nie chcielibyśmy dotrzeć.

  • Waldemar Czerwoniec

    No NIEEEE! Gdybyż to była zabawa, OK. Ale kiedy toto „ę’ i ‚ą” pojawia się zamiast en/em lub on/om w oficjalnych ogłoszeniach albo w tekstach które nie wskazują na dystans autora do takiego dowcipu językowego? Wtedy krzyczę NIE! Obawiam się, że w pewnych kręgach młodzieży i pseudointeligencji to się szerzy. Coś podobnego jak nadużywanie i używanie w niewłaściwym kontekście „bynajmniej”. Mam dość dużo tolerancji dla „dyslektyków”, ale z zabawy tworzy się moda, a potem będzie „skoro wszyscy tak mówią i piszą …”. O tempora, o mores!