Jezdzę busami cęsto. Cyli o mazurzeniu

Dzisiejszy wpis, z obrazkami nie tak współczesnymi jak ostatnio, dotyczyć będzie mazurzenia. Do naszej kolekcji nazw zjawisk językowych, po wałczeniu i siakaniu vel jabłonkowaniu, dodajemy dziś mazurzenie.
Termin ten również jest szlachetnie mylący i nieco niejasny.

MAZURZENIE JEST TO…

Jest to wymowa: sz jako scz jako c, ż jako zdż jako dz.

Mazowsze - 05 Ryc. strojów od Zambrowa i Łomży.

Możemy założyć, że panie na obrazku mówią:
— Jezdze busami cęsto.
A mężczyzna słucha i myśli:
— Ale do Hispanii?! Jesce cego.

MAZURZENIE NIE DOTYCZY RZ!

Od wieków kolejne pokolenia osób źle słyszących, nieudolnie naśladujących gwarę lub ją przedrzeźniających nie są w stanie pojąć, że mazurzeniu na terenach mazurzących nie podlega rz. Takie jedno !psyjedzie (zamiast góralskiego przi-) rozsierdza tych, którym gwara jest bliska. Poniżej w czterdziestej drugiej sekundzie:

Dziś takie niewybredne popisy niekompetencji dają niektóre kabarety i agencje reklamowe.

KTO MAZURZY

XVI- i XVII-wieczna opinio communis uznała, że to cecha mazowiecka, cecha wymowy Mazurów — czyli mieszkańców Mazowsza (bo o Mazurach z Mazur, czyli „polskojęzycznych Prusakach” do XIX wieku było głucho). Odnosiło się to zwłaszcza do ubogiej szlachty lub synów chłopskich pretendujących do wykształcenia i w ślad za tym wstąpienia do stanu duchownego. Wtedy właśnie Mazurzy uchodzili za mówiących dziwacznie i niezrozumiale, czego przykładem „Kolęda mazowiecka”:

Perolmy sie sibretkowie tą gasą…
Tędurędu do tej to wyskulichy…
Przetomy sie tutka przywąkrolili… (…)
Pasterzowie odbiegnąwszy wardęgi,
Runęli tam, gdzie tkwiały z nieba dęgi.
I my tutka z nasych chyzów przyciekli…

A wiecie, co znaczyło wardęga?  Bardzo często to samo co skot.

ZASIĘG MAZURZENIA

Sarkałem nieco na nieadekwatność łączenia nazwy zjawiska językowego z Mazowszem lub Mazurami, a to dlatego, że na tzw. polskim obszarze językowym mazurzą: Mazowsze, większość Małopolski, wschodnia i północna część Śląska.

Czy usłyszymy mazurzenie na Mazurach? Może, jeśli znajdziemy „prawdziwych Mazurów”, co nie będzie łatwe ni oczywiste, bowiem XX-wieczne totalitaryzmy bardzo okrutnie obeszły się z rdzenną ludnością mazurską. Nie wiem, ile osób z kilku tysięcy tych, którzy nie wyemigrowali, mówi po mazursku.

Oto mapka z 1901 roku:
Dobrzycki-mazurowanie-kopiaWiele się zmieniło: granice państwowe, skład etniczny ziem obecnie należących do Polski, a nawet nazwa — dawne mazurowanie dziś jest mazurzeniem. Najciekawsze jest terytorium niebieskie, gdzie jakoby ludzie wręcz mieli „mazuzyć”, czyli wymawiać rz jako z lub s. To się chyba w XX-wiecznych badaniach nie potwierdziło.

Ale za to na odwiecznym styku plemion, księstw i państw, po śląskiej stronie Wisły, jest wieś Grzawa w powiecie pszczyńskim, której mieszkańcy zwą ją Gzawa. Zamierzam to sprawdzić osobiście, być może wraz ze Studentkami i Studentami lingwistyki UJ. Spróbujemy uzyskać fundusze przez któryś z portali crowdfundingowych. Ciekawe, czy akcja w rodzaju „rzuć duzo złocisy na badanie mazurzenia” przyniosłaby sukces…

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Jakub Kosiniak

    Szanowni!
    Czy to, przypadkiem, nie działa w drugą stronę?! Czyli – „inteligencka” deskrypcja – „jeżdżę buszami”? Bo w kręgach salonowej inteligencji krakowskiej (jest taka, jest!) chętnie np. opowiada się dowcipy pseudogóralszczyzną, w pointach których (a i treści) nie może zabraknąć czegoś pieprznego – np. „dupczenia”. No, dobra, czyli mniejsza (mniejsa) z tym. Co zaś „zrobi” prawdziwie mazurzący ze Szczebrzeszynem, w którym – jak wiadomo – chrząszcz brzmi w trzcinie? Cholerka, jest problemacik…
    Kiedyś, w latach 80., w zapadłej dziurze na Mazurach (a jakże!) usłyszałem pana (chyba ze stolicy), który w miejscowym sklepiku – patrząc na prawie puste półki – z rozpaczą w głosie poprosił sklepową o „dwa jabłczaki”. Chodziło o „jabcoki” alias „jabole”. ROZCZULIŁ mnie!
    Ukłony i sacunek najwyzsy
    Jakub Kosiniak

    • No czóż, nie tylko w szalonach Sztołecznego Krakowa, ale też w Warsiawie, w której nie trzeba się dużo nachodzić, żeby usłyszeć formę „u nasz”, zdarza się pseudointeligentne, choć niekiedy inteligenckie, moim zdaniem, przedrzeźnianie mowy ludu.
      Dziękuję za odzew.
      Owe „u nasz” i „szypanie szoli do czukru” to wyśmiewane przez zdrową społeczność wiejską przejawy nieudanej hiperpoprawności i pospiesznego odrzekania się własnej mowy.
      Nie dziwię się jednak amatorowi jabłczaka, jeśli faktycznie włada on wyłącznie ogólną, nie mazurzącą i nie pochylającą samogłosek polszczyzną, bo znam ja ludzi nie skażonych snobizmem, co mówią tylko „oszczypek” i „idże, idże”.
      Koło Szczebrzeszyna nie mazurzą, a osoby mazurzące obce dla siebie nazwy albo cytują tak, jak poznają, albo moglibyśmy się spodziewać Scebrzesyna, gdzie krząsce brzencom.

      • aztechowski

        Pamiętam z czasów technikum, że wszelkie przejawy występowania gwary w mowie były wyśmiewane przez rówieśników. W szczególności w pierwszej klasie. W moim odczuciu to naśmiewanie i naigrywanie się z gwary bywa niezrozumieniem jej istoty, bo gwara kojarzy się, większości, miastowym jako przejaw braku wykształcenia a nie jako element kultywowania kultury. Tak też na początku było w moim technikum.

        Co do jabłczaka, to wyobrażam sobie, że są osoby, które przyjeżdżając w rejony gdzie używana jest gwara, chcą być miłymi i próbują mówić gwarą nakładając na znane im słowa pewne kalki językowe wynikające z ich wyobrażenia o gwarze. Czasami działa to też w drugą stronę. Chcą spolszczyć gwarowe słowa, które to usłyszeli. I w ten sposób z jabcoka robi się jabłczak.

        W ramach wtrętu. Moja żona, wtedy jeszcze dziewczyna, niezmiernie dziwiła się gdy pojawialiśmy się w moich rodzinnych stronach, że gdy rozmawiamy w towarzystwie mieszanym to z nią rozmawiam czystą polszczyzną, a ze znajomymi z rodzinnej wioski już gwarą śląską (Opolszczyzna).

  • Jakub Kosiniak

    Sanowny Panoczku, Doktorze Ceszak!
    Toście piyknie rzec łujeli (???!!!).
    Teraz czekam na gwarę śląską (choćby: „Ty ciulu na ropa, jok cie ciulna w ta gupio japa, to do dóm sie nie wrócisz! Itd.) A połączenie gwary śląskiej z góralską – na styku regionów, czyli w Beskidzie Żywieckim – to jest prawdziwa rozkosz!