Dłużyzna, panie, czyli top 5 filmów o językoznawstwie i językoznawcach

Jeszcze nie mieliśmy na blogu typowego wpisu z gatunku „top X czegoś”. Było co prawda głośne 7 faktów o słownikach, o których nie powie Ci wydawca, ale w końcu nie było to typowe „top X czegoś”. Czas nadrobić tę zaległość. Proponuję kategorię „filmy o językoznawstwie i językoznawcach”.

Filmy fabularne, bo dokumenty to trochę inna bajka. Sprawa jest mocno na czasie, bo cały świat filmowy ciągle jeszcze zachwyca się filmem „Nowy początek” („Arrival”, 2016, reż. Denis Villeneuve).

Dzięki temu filmowi (i wcześniejszemu opowiadaniu Teda Chianga) hipoteza SapiraWhorfa jest dyskutowana teraz także przez miłośników science-fiction, czyli nauki przez wielkie N. Bo przecież językoznawstwo nie jest nauką ścisłą, co dla wielu osób oznacza, że w ogóle nauką nie jest. Z drugiej strony, niektórzy mocno na wyrost twierdzą, że to „jedyny w całej historii filmografii film, gdzie główny bohater to językoznawca”. Takich filmów jest całkiem sporo i wcale nie trzeba ich jakoś długo szukać. Nawet jeśli jesteśmy feministami i szukamy nie bohatera, lecz bohaterki. Np. w filmie „Still Alice” z 2014 roku (reż. Richard Glatzer i Wash Westmoreland) Julianne Moore zagrała językoznawczynię zajmującą się badaniem m.in. nabywania języka przez dzieci. Fabuła skupia się na walce głównej bohaterki z postępującą chorobą Alzheimera, więc zapewne z tego punktu widzenia bohaterka mogłaby być z zawodu kimkolwiek. Jednak dzięki umieszczeniu w tle językoznawstwa jeszcze wyraźniejszy stał się dramat osoby, która traci wraz z pamięcią język, który wcześniej badała. Za tę znakomitą rolę Julianne Moore dostała Oscara.

Tymczasem w Polsce…

Gdyby nam było za mało językoznawców, to mamy ich całą bandę w słynnych „Barwach ochronnych” (1976, reż. Krzysztof Zanussi) — z docentem Jakubem Szelestowskim (Zbigniew Zapasiewicz) i magistrem Jarosławem Kruszyńskim (Piotr Garlicki) na czele. W  filmie tym pokazanie środowiska językoznawców już w ogóle nie ma większego znaczenia dla interpretacji całości. Patologie funkcjonowania polskiej społeczności akademickiej są niezależne od uprawianej dyscypliny naukowej i — niestety — także czasu. Mechanizmy opisane w „Barwach ochronnych” 40 lat temu nadal możemy obserwować w naszym uniwersyteckim otoczeniu. Ale dla językoznawcy niezmiernie ciekawe jest samo wychwytywanie tematyki referatów, które prezentowane są na filmowym letnim obozie językoznawczym w połowie lat 70. Zawsze warto przypomnieć sobie „Barwy ochronne”, zwłaszcza w cyfrowo odnowionej wersji . Uprzedzam jednak, to kino moralnego niepokoju pełną gębą i żadnych kosmitów i strzelanin tam nie będzie. W 2009 roku reżyser wrócił jeszcze do postaci Jakuba Szelestowskiego w filmie „Rewizyta”. Czyli mamy już co najmniej cztery filmy (w zasadzie trzy plus jeden), w których główni bohaterowie to językoznawcy…

Lubicie zombie?

Wszyscy wiedzą, że słowa potrafią ranić, ale żeby wpaść na pomysł, aby wirus przenoszący się w słowach języka angielskiego zamieniał ludzi w zombie? Na coś takiego aż chciałoby się zapytać:

Tymczasem film opowiadający taką karkołomną historię istnieje! „Pontypool” (2008, reż. Bruce McDonald) to historia o inwazji zombie opowiedziana z dosyć klaustrofobicznej perspektywy radiowców prowadzących poranną audycję. Sensu to ma nie za wiele (o ile w ogóle fabuły o żywych trupach można w tych kategoriach oceniać), mocno razi swoją niskobudżetowością i teatralnością, ale tropiciel wątków językowych nie powinien tego filmu nie znać.  Aha, tutaj akurat żaden językoznawca się nie pojawia. Jest tylko lekarz, który rozpracował skomplikowany mechanizm zakażania.

The End (?)

Nie, raczej nie, spodziewajcie się jeszcze sequela. (Na wzór Pułapki Google i Pułapki Google II).

PS Jak zapowiadałem, miał to być typowy wpis typu top 5, ale chyba ostatecznie nie wyszło… W oczekiwaniu na ciąg dalszy proponuję jeszcze trochę dłużyzny:

A jeśli ktoś zna jeszcze jakieś filmy o językoznawcach na głównym lub dalszym planie, niech da znać w komentarzach poniżej.

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Maria Filipowicz

    A „Westwolrd”? Przecież zaistniałych tam problemów z językiem i komunikacją wystarczy na imponujący sequel. Poproszę zatem o „Westworld”.

    • Sebastian Żurowski

      Przyznam, że „Westworld” muszę dopiero nadrobić (zakładam, że mówimy o serialu, nie starym filmie). Dopiszę to sobie do postanowień noworocznych 🙂

      • Maria Filipowicz

        A literówka? Ma trwać w „opowiadaniu Teda Chinaga”? 🙂

        • Sebastian Żurowski

          Już powinno jej nie być. Swoją drogą ta zagadka końcoworoczna świetnie nadawałaby się na lingwistyczną zagadkę escaperoomową 🙂 Trzeba by tylko zastosować bardziej znaną chińską nazwę…

          • Maria Filipowicz

            Turandot? 🙂

          • Sebastian Żurowski

            Trochę zbyt wyrafinowane… Szedłbym raczej w kierunku „Honkgong” 🙂

          • Maria Filipowicz

            Jako pachnący port? 🙂

  • aztechowski

    A czy taki nauczyciel angielskiego ze Stowarzyszenia umarłych poetów, to się łapie do top 5 czy też nie. A jeżeli nie to dlaczego?

    • Sebastian Żurowski

      Nie. Nauczyciele języka angielskiego/polskiego itd. to zupełnie inna kategoria niż językoznawcy. Zwłaszcza w Anglii czy Stanach Zjednoczonych studia o literaturze i języku są od siebie bardzo rozdzielone. W tamtejszym stereotypie – co zresztą widać w filmach – językoznawcy muszą znać wiele egzotycznych języków, prowadzić interdyscyplinarne badania psycho- czy neurolingwistyczne itp., a nie zachwycać się wersami poezji i stawać na biurkach.

  • Maria Filipowicz

    I jeszcze słówko à propos „Nowego początku” („Arrival”) i hipotezy Sapira-Whorfa.

    Obejrzałam dziś po raz n-ty crème de la crème inscenizacji, czyli „Zemstę nietoperza” z 1983 roku i uświadomiłam sobie, że wpisuje się w wyżej wymienioną hipotezę poprzez … poczucie humoru i nawiązania do współczesności. W ten sposób wytwarza ponadczasowość – ale nie raz na zawsze. Nowe, równie genialne interpretacje, czekają na swój czas i swoich twórców. Jeśli nastąpią, spełni się wpływ języka na świadomość i postrzeganie czasu. Więc od nas zależy, czy tak się stanie, nespa?

  • Sebastian Żurowski

    Jak pisałem, filmy dokumentalne to inna działka. Z ciekawszych na pewno można wspomnieć „Koko: A Talking Gorilla” Barbeta Schroedera z 1978 roku. W ogóle wszystkie filmy dokumentujące historię ciągle żyjącej Koko są ciekawe, ostatni powstał w (już) minionym roku dla BBC.