Czym merda pies w zaspie śnieżnej. Parę słów o miłych pleonazmach (II)

CZĘŚĆ DRUGA

W części pierwszej (zobacz tutaj) panowie Szałek i Żurek rozpoczęli dyskusję o zaspach śnieżnych i podobnych sympatycznych pleonazmach, których czasem jako takich nawet nie postrzegamy. W części drugiej dowiemy się między innymi, czym merda jeżozwierz pies.

Szałek: — Nasuwa mi się pytanie, czy w ogóle jesteśmy w stanie jakoś oddzielić pleonazmy akceptowalne od tych be. Nie wydaje się, by istniała taka wyraźna granica. Więcej nawet, to samo słówko może raz tworzyć pleonazm akceptowalny, a innym razem już niezbyt. Tak jest np. z osobiście.

Żurek: — Ja osobiście ostrych kryteriów Ci nie podam, bo też ich nie widzę. Najlepiej kierować się zdrowym rozsądkiem i własnym wyczuciem językowym. Na pewno nie można kierować się ścisłą logiką, bo takie logizowanie może doprowadzić np. do przekonania, że związki frazeologiczne są niepoprawne. Cóż to bowiem znaczy zrobić kogoś w konia? Logicznie jest to przecież całkowicie bez sensu! Kiedyś łapałem się na tym, że pleonastyczne człony dorzucałem wtedy, gdy chciałem z jakichś powodów wydłużyć tekst przy redagowaniu. Wystarczy do tylko dorzucić i wyłącznie i kilka znaków przybywa… Można więc czytać swoje teksty z odwrotnym nastawieniem: usuwać powtarzane treści, chyba że naprawdę mają one uzasadnienie.

Szałek: — Owszem. Ja stosuję od pewnego czasu piękną zasadę (nie pamiętam już niestety, kto to powiedział), że tekst jest skończony nie wtedy, gdy już nie ma czego dopisać, lecz wtedy, gdy już nie ma czego wykreślić. [O ciekawych, a przy tym bardzo prostych zasadach lepszego pisania piszemy w e-booku dostępnym w prezencie po zapisaniu się na newsletter na stronie głównej Dobrego słownika].

CZYM MERDA PIES

Szałek: — Wiesz, rozmawialiśmy dotąd o takich pleonazmach, które może nie wszyscy dostrzegają, które są w częstym użyciu, ale na które jednak niektórzy krzywo patrzą. I czasem bardzo słusznie, zwłaszcza gdy są nadużywane (i ktoś już przestaje po prostu sądzić, a cały czas osobiście sądzi, że…). Teraz porozmawiałbym z Tobą chwilę o takich ciekawych pleonazmach, których w ogóle nie widać, dopóki im się bliżej nie przyjrzeć. Zwykle złożone są one z czasownika i jakiegoś jego uzupełnienia. Mówimy na przykład, że pies merda ogonem. A czymże ma merdać?

Żurek: — Ogonkiem! To wypadek w sumie podobny do widzenia oczami. Merdanie to czynność, którą normalnie mogą wykonywać tylko zwierzęta „ogoniaste”. W zasadzie powiedzenie o tym ogonie jest uzasadnione tylko wtedy, gdy chcemy dodać jeszcze o nim jakąś informację.

Szałek: — Czekaj, czekaj, boś się przyczepił tego widzenia oczami jak pijany jeżozwierza. Nie ma niczego takiego jak widzenie oczami, nikt tak nie mówi. Mówimy o zobaczeniu czegoś na własne oczy, ale tu nie chodzi wcale o oczy (co już wyjaśnialiśmy). Jeśli poproszę, byś spojrzał na to moimi oczami, to też nie chodzi o oczy, tylko o sposób. Istnieje za to masa innych połączeń, gdzie rzeczownik uzupełnia czasownik, wydawałoby się, pleonastycznie. Poczynając od merdania ogonem.
No i właśnie, przerwałem Ci w zasadzie po to, by zapytać o te „zwierzęta ogoniaste”: Zamerdał Ci kiedyś wielbłąd ogonem? Albo jaszczurka? Albo inny jeżozwierz?

Żurek: — Dobra, dobra, nie ekscytuj się już tak, bo to zdrowiu nie służy! Skoro szczekać może i pies, i lis, i szakal, to może lis z szakalem mogą też merdać. Nie mówię już o tym, że stary dobry diabeł Boruta zawsze jest chętny do zamerdania swoim ogonkiem…

Szałek: — Opowiem Ci bajeczkę:

Diabeł Boruta zamerdał ogonem i zaczął głęboko oddychać wiejskim powietrzem, snując plany na przyszłość. Wyobraził sobie, jak w toku ewolucji rąbie siekierą drewno na ognisko, które już za chwilę buchnęło płomieniem. Ale płomień nie palił się długo i wnet tylko żar się tlił. Wszystko przez padający deszcz i silnie wiejący wiatr. Wraz z nim nadleciał jeżozwierz…

Tfu! Cóż znów za jeżozwierz tu się wplątał. A taka była miła pleonastyczna bajeczka…

Żurek: — Piękna, wzruszająca i wyjątkowo pleonastyczna! Nawet ten jeżozwierz jest w końcu pleonastyczny, bo przecież wiadomo, że to zwierz. A zwierz, który jest jeżem, to jeż.

Szałek: — Może być więc pleonastycznie, a jednak miło.

Żurek: — A zwróć jeszcze uwagę na jedną bajeczkową rzecz: zaczął oddychać wiejskim powietrzem. Gdyby tam nie było przymiotnika wiejskim, byłby to wzorcowy pleonazm, bo oddycha się niczym innym, jak powietrzem. Ale po dodaniu tego przymiotnika sprawa wygląda już inaczej, bo nie da się inaczej powiedzieć, że to powietrze było wiejskie, o ile oczywiście chcemy to właśnie powiedzieć. A chcemy, bo na wsi przecież jest miło.

Szałek: — Wynika z tego, że pewne dodatkowe określenia mogą pleonastyczność zmniejszać lub nawet ją usuwać. I wtedy nawet dla niektórych niemiłe zaspy śniegu zmieniają się w milsze zaspy świeżego śniegu.
Mówiliśmy sporo o tym, co akceptowalne. A co jest nieakceptowalne i które pleonazmy są wstrętne i irytujące — o tym może opowiemy w przyszłości.

PS I rzeczywiście opowiedzieliśmy tutaj.

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Jakub Kosiniak

    Wielce Szanowni Panowie!
    Z merdaniem jest
    tak, że boksery (te radykalnie pozbawione ogonów) merdają całymi – prawie –
    sobą: od łopatek do tyłeczka. Wiem, bo miałem dwa takie egzemplarze. Ten trzeci merda już klasycznie.
    Dla
    wszystkich jeżozwierzów (jeżozwierzy?!) ukłony ode mnie, pomerdania od bokserki!
    Jakub Kosiniak