smaczki językowe

Czyj ten wihajster?

Co ciekawe, w Europie nie tylko Polacy z niemieckiego zdania zrobili sobie słowo swojego języka. Obok polskiego wihajstra w taki sposób powstał węgierski vigéc (od wie geht’s) ’domokrążca’ oraz francuski le vasistdas (od was ist das?), czyli…

Dziś rozprawimy się z dwoma ogniwami łańcuszka nieprawdy dotyczącego… wihajstra. A co to jest ten wihajster? Jeśli ktoś nie wie, definicję może przeczytać tutaj. Ale że to wstyd tego nie wiedzieć, pokazuje poniższy fragment socrealistycznej prozy:

– Pani szefowa…
– Co, panie brygadzisto?
– Pani to potrafi. Niech pani nam się wystara o taki drings…
– O co?
– O drings, wihajster.
– Bardzo mi przykro, ale…
– No, o taki gips… taką z przeproszeniem rurę, którą wapno na piętro leci.
– O torkietnicę!
– O to, to!… Robota ruszy z kopyta.
[…] Kiedy zbiegła po giętkiej kładce na plac, zwrócił się do Ostrowca. Powiedział, krzywiąc usta:
– Porządna kobita. Ale nie wiedzieć czego ich tam w tej szkole uczą. O najgłupszej rzeczy trudno się z nią dogadać. (Roman Hussarski, Próba, 1950)

Do niedawna prawie wszyscy autorzy, którzy opisywali to słowo w literaturze językoznawczej, twierdzili, że jest to zapożyczenie z języka niemieckiego, które pojawiło się w polszczyźnie po drugiej wojnie światowej. I nie ma co owijać w bawełnę — oba te stwierdzenia są po prostu fałszywe.

Mit 1: wihajster to zapożyczenie leksykalne z języka niemieckiego

Sam niemiecki rodowód wihajstra jest oczywisty. Nie trzeba wielkich zdolności lingwistycznych i analitycznego umysłu, żeby zauważyć, że to słowo jest swoistą „kompresją” wyrażenia wie heisst er? Ale uwaga! Przecież o zapożyczeniu z niemieckiego można by mówić jedynie wtedy, gdyby w języku niemieckim istniało słowo wihajster lub podobnie brzmiące! Takiej postaci nie ma żadne niemieckie słowo, bo wihajster nie jest zapożyczeniem. Powstał w języku polskim. Niemcy zamiast wihajstra mają Dings, który zresztą zapożyczyliśmy jako dynks (dinks, drings i jeszcze kilka możliwych innych wariantów fonetycznych).

Co ciekawe, w Europie nie tylko Polacy z niemieckiego zdania zrobili sobie słowo swojego języka. Obok polskiego wihajstra w taki sposób powstał węgierski vigéc (od wie geht’s) ’domokrążca’ oraz francuski le vasistdas (od was ist das?) ‘okienko nad drzwiami’. Jest to zjawisko słowotwórcze na tyle rzadkie w języku, że językoznawcy nie stworzyli jeszcze na jego nazwanie żadnego mądrego terminu.

Mit 2: wihajster to neologizm powojenny

O ile obalenie mitu pierwszego w zasadzie wymaga wyłącznie stwierdzenia, że w języku niemieckim słowa wihajster nie ma, i wyciągnięcia z tego logicznych wniosków, o tyle tutaj trzeba mieć twarde dane językowe — teksty sprzed 1939 r., w których ten wyraz się pojawił.

Bo o „powojenności” pisali wielokrotnie znani profesorowie, m.in. Danuta Buttler i Bogdan Walczak. Również w słowniku zapożyczeń niemieckich w polszczyźnie Andrzeja de Vincenza i Gerda Hentschla słowo to datowane jest na okres powojenny, ba, podana jest nawet konkretna data „powstania” wihajstra (1963 r.), która jest datą najstarszego odnalezionego poświadczenia.

A czy da się udowodnić wbrew autorytetom, że wihajster jest starszy, że jest przedwojenny? Da się! A dowodów na to jest aż nadto. Zobaczmy zatem, co mamy w aktach sprawy:

1.  W 1947 r. Władysław Kuraszkiewicz w książce Język polski w obozie koncentracyjnym pokazywał, jak działały oboczności w odmianie w języku polskich więźniów obozów (tzw. lagersprasze) na przykładzie wahania form dopełniacza wihajstra / wihajstera.

2. Halina Tentowska w artykule w „Poradniku Językowym” (1963), a w ślad za nią Bronisław Wieczorkiewicz w książce o gwarze warszawskiej (1974) podawali wichajster ‘wytrych’ (w pisowni przez ch właśnie!) w rejestrach słów przedwojennej gwary Czerniakowa, jako jeden z tzw. pomocników (czyli narzędzi) używanych w bójkach:

Zasadą w każdej przewalance „ząb za ząb, czapka za kapelusz” było, że nikt nigdy nie uderzył żadnym narzędziem, chociaż każdy z chłopaków zawsze miał w kieszeni jakiegoś pomocnika: szpadrynę, kosę albo wichajster. Różne były style bójek: posłać bombę, grzebnąć czy posunąć kosą. Ale wtedy robota szła na mokro. (Bronisław Wieczorkiewicz, Gwara warszawska dawniej i dziś, 1974, s. 519)

3. Zdzisław Kempf w artykule pt. O serbsko-chorwackich zaimkach czasownikowych (1972) pisał o tym wyrazie, że był „dość często używany w okresie międzywojennym, obecnie rzadziej”.

4. Leopold Unger w „Kulturze” (1989) opatrzył to słowo swoistym kwalifikatorem regionalnym po lwowsku. Skoro autor (urodzony w 1922 r. w polskim Lwowie) użył określenia po lwowsku, to musi być to w języku polskim słowo przedwojenne znane także w polszczyźnie południowokresowej:

De Gaulle, i słusznie, uważał ONZ za zwykły machin, po lwowsku wichajster, i ją lekceważył. Kreml podszedł do machin inaczej. Też nie szanował ONZ, ale jej nie lekceważył. (Leopold Unger, Hamlet bez Ofelii, „Kultura” 1989, nr 1–2, s. 50)

5. Źródła historyczne podają, że w czasie II wojny światowej wyraz wichajster był konspiracyjnym pseudonimem przynajmniej dwóch osób: Stefana Kłembukowskiego, działacza Batalionów Chłopskich na Lubelszczyźnie, i Stefana Kączkowskiego, uczestnika powstania warszawskiego. Słowo to pojawia się też w wielu tekstach fabularnych, których akcja toczy się w czasie II wojny światowej i których autorzy byli żołnierzami:

W czasach, kiedy uczyłem się i uczono mnie zawodu stolarskiego, wszystkie nazwy narzędzi i nazwy złącz, a także nazwy czynności wywodziły się z języka niemieckiego. Dla ścisłości powiedzmy: prawie wszystkie nazwy. Były to słowa bardzo niekiedy zdeformowane w stosunku do pierwowzoru. Niemiecki Hobel stał się heblem, a Schraubzwinge stała się sródcęgą (ścisk stolarski) i tak dalej w nieskończoność. Człowiek nie znający niemieckiego i nie mogący się doszukać źródłosłowu głowił się, skąd wzięły się te dziwactwa. Stąd zrodził się popularny „wihajster” – słowo-wytrych, a stosujący je nie wiedzą często, że wypowiadają nader poprawnie po niemiecku zwrot „jak on się nazywa”. Stąd niezmiennie zabawny felieton czy skecz Tuwima, którego treścią jest rozmowa z hydraulikiem. (Bohdan Czeszko, Mały stolarz domowy, 1987)

Ale gdybyśmy byli w sądzie, to wszystkie powyższe dowody byłyby wyłącznie poszlakami. Nadal bowiem nie mamy tekstu sprzed 1939 r., w którym jak byk stałby wi(c)hajster. I oto w 2015 r. zjawia się tom 25. Depozytorium leksykalnego języka polskiego Piotra Wierzchonia, w którym widzimy:

wichajster

Szach-mat!

I na koniec: łatwo zauważyć, że podawałem do tej pory przykłady, w których ortografia była dosyć dowolna — raz „samoha”, raz „zocha” (czyli „ceha”). Taka była pisownia w oryginalnych tekstach. A jaka powinna być? O tym może przy innej okazji.