Co odróżnia nazwy własne

Jeśli wezmę kota na kolana (którego nie mam, ale mam bogatą wyobraźnię), to będę mógł z bliska przyglądać się mojemu kotu. Jeśli wezmę małego Janka Kota na kolana (którego jeszcze nie ma, ale mam nadzieję, że znajomi Kotowie intensywnie nad nim pracują), to będę z bliska przyglądać się małemu Kotowi.

CO ODRÓŻNIA NAZWY WŁASNE?

Wydaje się, że pisownia wielką literą? I gdańszczanin nie jest nazwą własną, a Pomorzanin już jest? Niemcy piszą der Montag, Anglicy Monday, a my poniedziałek. Generalnie można by powiedzieć, że nazwy własne pisane są od wielkiej litery (znamy nieliczne wyjątki: iPad, mBank), ale nie wszystko, co pisane jest od litery wielkiej, musi być nazwą własną.

A może to, że nazwa własna nie ma liczby mnogiej? Skoro jest własna, to jest jedna. Ale weźmy nazwisko nasze i naszego ojca. To już mamy dwóch Nowaków albo innych Kowalskich. To samo z imionami. Ile mamy Agnieszek w Polsce? W samej pierwszej dekadzie XXI wieku nadano to imię w naszym kraju ponad 12 000 razy.

Najłatwiej może zgodzić się z takim kryterium, że nazwy własne w swym podstawowym użyciu nie znaczą nic. Z tego, że coś nazywa się Warszawa lub ktoś nazywa się Jan, nic semantycznie nie wynika. Może cytat (spokojnie, prosty jak stół):

Obiekt indywidualny nazwany nazwą własną, np. Kowalski, nie podlega przyszeregowaniu do zbioru (klasy) ‚Kowalski’, gdyż taki zbiór nie istnieje. Jakie bowiem wspólne cechy charakterystyczne można by przypisać domniemanemu zbiorowi ‘Kowalski’ (wszyscy nosiciele nazwiska Kowalski), które odróżniałyby go od innego domniemanego zbioru, np. ‚Nowak’ (wszyscy nosiciele nazwiska Nowak), tak jak to ma miejsce w wypadku zbiorów nazwanych apelatywami ‘stół’ i ‘szafa’? Jedyną cechą wyróżniającą jest posiadanie nazwiska Kowalski lub Nowak. Jest to jednak cecha o charakterze formalnym, a nie treściowym. (Zofia Kaleta, Teoria nazw własnych, w: Polskie nazwy własne. Encyklopedia, 1998, s. 10)

A CÓŻ TO KRYJE SIĘ W ODMIANIE?

Przejdźmy do rzeczy jeszcze ciekawszych. Przyjrzyjmy się takim polskim nazwom własnym, które brzmią tak jak wyrazy pospolite, a odróżniają się od nich czymś więcej niż tylko pisownią od wielkiej litery. Ciekawe jest to, jak nazwy własne mogą odróżniać się od pospolitych w odmianie.

Charakterystycznie odmieniają się geograficzne nazwy własne zakończone w piśmie na -e (typu Zakopane). Pisaliśmy o nich już zresztą we wpisie Zasadne pytania o odmianę nazw miejscowości. Czyli w zakopanym kuferku, ale w Zakopanem śnieży.

Imionom mianowniki wskakują już od dawna do wołaczy i wołamy: Gośka, co odróżnia nazwy własne? Była o tym mowa w świątecznym wywiadzie z nami u Nishki.

Interesujące jest też, chyba zawsze wspominane przy takiej okazji, rozróżnienie dwóch nazw własnych: Nowy Świat (za wielką wodą), z dopełniaczem Nowego Świata — i Nowy Świat (ulica w Warszawie), z dopełniaczem Nowego Światu.

Jeśli wezmę kota na kolana (którego nie mam, ale mam bogatą wyobraźnię), to będę mógł z bliska przyglądać się mojemu kotu. Jeśli wezmę małego Janka Kota na kolana (którego jeszcze nie ma, ale mam nadzieję, że znajomi Kotowie intensywnie nad nim pracują), to będę z bliska przyglądać się małemu Kotowi.

derkacz

A jak już jesteśmy przy zwierzątkach i nazwiskach. Spójrzmy na ptaszka derkacza i człowieka nazwiskiem Derkacz. O tym pierwszym wieszcz nasz narodowy w „Panu Tadeuszu” pisał:

Tam derkacz wrzasnął z łąki, szukać go daremnie,
Bo on szybuje w trawie jako szczupak w Niemnie

Ptaszek odmienia się: (ten) derkacz — (te) derkacze — (nie widzę tych) derkaczy (bo szybują w trawie).

A przykładowy jegomość: (ten) Derkacz — (ci) Derkaczowie — (nie widzę tych) Derkaczów (państwa Derkaczów).

Gdyby w bajeczce dla dzieci parka derkaczy zapraszała inne derkacze do siebie, to derkacze zgromadziłyby się na poczęstunku i byłoby miło i przyjemnie. Gdyby jednak państwo Derkaczowie po ślubie już cywilnym zapraszali rok później na wesele rodziców pana młodego, zapraszaliby państwa Derkaczów. Widzimy już inną odmianę. Ale robiliby to oni nie tak (co jest błędem powszechnym):

Anna i Marian Derkacz mają zaszczyt zaprosić Janinę i Romualda Derkacz na…

tylko tak:

Anna i Marian Derkaczowie mają zaszczyt zaprosić Janinę i Romualda Derkaczów na…

I JESZCZE O NAZWISKACH

Ale żeby nie było tak prosto — bo, jak wiadomo, język polski jest najtrudniejszym językiem na świecie — istnieje masę nazwisk, dla których gubienie e w odmianie jest zależne od istnienia takiego samego rzeczownika pospolitego. Na przykład pana o nazwisku Dudek na pewno odmienimy pana Dudka, ponieważ tak odmienia się ptaszek dudek (więcej szczegółów w regule językowej w Dobrym słowniku).

A już pana o nazwisku Kocioł możemy odmieniać i pana Kotła, i pana Kocioła.

Czemu tak wciąż o facetach? Bo żeńskie nazwiska nic ciekawego tu nie wnoszą. Choć — można się słusznie oburzyć — są jednak wyjątkowo nazwowo przeciekawe, gdyż właśnie się nie zmieniają: pani Derkaczz panią Derkacz, Anna Kocioło Annie Kocioł itd.

Interesowało nas tu zatem to, że polskie nazwy własne często od nazw pospolitych odróżnia odmiana. I Mleczko odmienia się inaczej niż mleczko. I to aż w ośmiu przypadkach na czternaście.

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Maria Filipowicz

    „Bo żeńskie nazwiska nic ciekawego tu nie wnoszą.” I bardzo dobrze! Nareszcie panie mogą być zgodne ze swą naturą, bo tajemnicze. A przynależnościowych końcówek – owa, -ówna, -anka już się w zasadzie nie stosuje.

    • aztechowski

      A szkoda, że się nie stosuje. Czesi, ze swoim -ova (np. Kratochvilova) są przeuroczy.

      • Maria Filipowicz

        Taa… Brygita Bardotowa na przykład.

  • Toszczyk

    Nazwiska żeńskie urobione sufiksami -ina i -anka wnoszą ciekawe zmiękczenia i upodobnienia. Ozga – Ożdżyna i Ożdżanka. Mamy tutaj szereg ciekawych procesów – normalnie g zmiękcza się w ż, ale tutaj chyba jest rozpodobnienie. Z kolei z ulega upodobnieniu i tak zamiast Ozżanki powstaje Ożdżanka. Jeszcze ciekawiej brzmi Drzyżdżyna. Pamiętajmy też o deklinacji nazwiska ks. Dariusza Oki.

  • Fragment „kota na kolana (którego nie mam)” zazgrzytał mi gramatycznie.

    • Widać, że nie masz kota.

    • Jakub Kosiniak

      Fakt… Mnie też w – w uszach – zazgrzytał, a raczej „zamiauczał”… Ale może z powodu dolegliwości zwanej w niemczyźnie „Katzenjammer”?
      Ukłony!

  • Jakub Kosiniak

    Zaraz, zaraz… W zdaniu o zapraszaniu na wesele („…zapraszali rok później na wesele rodziców pana młodego…”) chodzi o to, że owi rodzice pana młodego też wzięli – po latach – ślub, stąd też ich wesele, czy… No właśnie. Mogło się zdarzyć, że zaprzyjaźnieni z teściami drudzy teściowie… itd.
    Dalej: „…istnieje masę nazwisk…”, czy „masa”?

  • Jakub Kosiniak

    O co tu chodzi: „Gdyby jednak państwo Derkaczowie po ślubie już cywilnym zapraszali rok później na wesele rodziców pana młodego…”? Rodzice pana młodego też wzięli ślub i na swe wesele „kościelne” tym razem zapraszają – za pośrednictwem „zeszwagrzonych” teściów swego syna? Niezły galimatias, a przy okazji straszne moralne zepsucie…

    • Marian Derkacz połączył się cywilnie z Anną Ptak. Tak powstali państwo Derkaczowie. Wzięli ślub cywilny, bo Anna była już w ciąży i rodzina naciskała. Potem, gdy mały Julek Derkacz miał już roczek, postanowili, że zalegalizują się też po bożemu oraz że urządzą wesele z prawdziwego zdarzenia. Wysłali więc zaproszenia, jak nakazuje dobry obyczaj. Wręczyli je też rodzicom Jerzego Derkacza, czyli teściom Anny Derkacz z domu Ptak: Janinie i Romualdowi Derkaczom…
      Chwilkę, ktoś puka do drzwi… Tak, gdzie podpisać?… Dziękuję…
      Ożeż, dostałem pozew, złamanie ustawy o ochronie danych osobowych :-(.

      • Jakub Kosiniak

        I wszystko jasne!
        Szanowny Panie, Łukaszu, „Szałku” – kochamy Cię! (Czyli ja i Petra – ostatnie[?] Jej zdjęcie, po tym, gdy ze mną przeczytała Twój ostatni [ostatni?!] blogowy wpis – w załączniku.)
        Ale: Czy owi pierwsi Derkaczowie (Marian i Anna, rodzice jej) też mieli tylko ślub cywilny? I rok po nim już zapraszali na „wesele rodziców pana młodego” – czyżby latorośle obu rodzin brały swój ślub w wieku 12 miesięcy? No nie, chyba jednak prawnie niemożliwe… Przepraszam! Ktoś stuka do drzwi, więc przerywam.
        No, niestety… To był patrol c. k. żandarmerii Jego C. K. Mości, pod dowództwem red. Jaroslava Haśka, i wręczył mi wezwanie do natychmiastowego stawiennictwa na komisariacie! Zatem kończę, bowiem muszę się udać do cyrkułu!
        JK