Co kryje w sobie komputer (i słownik)

Zaglądaliście kiedyś do środka komputera? Tak, do tej (zwykle) czarnej skrzynki stojącej na podłodze. Jeśli czyta to właśnie jakiś informatyk, to pewnie uśmiecha się teraz i myśli sobie „phi, a co w tym nadzwyczajnego”. Wyobraź sobie zatem, drogi informatyku, że istnieje masa osób, dla których komputer to coś, co działa magicznie. A cała ta magia kryje się właśnie w tej czarnej skrzynce. Gdy się coś zepsuje, jedziemy do serwisu albo wołamy znajomego informatyka. Ten zdejmuje przy nas obudowę, a my ze zdziwieniem spostrzegamy, że tak można. I że w środku to wcale jakoś tak wiele nie ma, jakieś płytki, parę kabelków, jakiś dysk, wiatraczek…

Pamiętam, jak za czasów licealnych odwiedzałem kolegę, który miał komputer ustawiony obok biurka… całkiem bez obudowy. Gdy pierwszy raz to zobaczyłem, wyrwało mi się oczywiście „To tak można?”. Przecież magia powinna siedzieć w jakimś magicznym puzderku, inaczej co to za magia?

Dziś nie boję się dorwać do wnętrzności komputera, choć nie udaję, że się na tym znam.

PRZYSZEDŁ TEN DZIEŃ

Cóż, zaczął rzęzić wiatraczek przy zasilaczu. A przynajmniej tak mi się zdawało, że to o to chodzi. Byłem na tyle bystry, żeby odłączyć zasilanie, zanim zacząłem odkręcać śrubki. W Internecie przeczytałem, że sam mogę wiatraczek wyczyścić i że mogę być dzięki temu do przodu jakieś 100 złotych. Przyznacie, że to zachęcająca perspektywa. Na stronie majsterkowo.pl nie było filmiku, ale obrazki i sam opis w zupełności mi wystarczyły.

Dodam może, że najpierw wygooglowałem, co należy, a potem zabrałem się do rozkręcania. Swoją drogą, jak często mieliście tak, że np. coś nie grało z Internetem, klikaliście jakieś opcje pomocy, a tam pokazywało, że pomoc nie może połączyć się z Internetem?

Jeśli problem z Internetem dalej występuje, skorzystaj z Centrum rozwiązywania problemów.

Centrum rozwiązywania problemów nie zdołało połączyć się z Internetem.

albo (czerwone podkreślenia pochodzą ode mnie):

brak_internetu

Tak, ja też to uwielbiam.

TEGO NIE CZYTAJ NIE OGLĄDAJ

Mnie już nie zdumiewa to, że w środku komputer wydaje się niespecjalnie skomplikowany. Zdumiewa mnie za to, ile tam się może zmieścić kurzu. I że mimo tego to wszystko wciąż działa! To jest dopiero cud nowoczesnej techniki.

komp_kurzPodejrzewam, że samym odkurzeniem przedłużyłem życie różnych elementów mojego sprzętu.

SŁOWNIK PO RAZ PIERWSZY

W czym słownik języka polskiego podobny jest do komputera? No dobrze, do mojego komputera. Po pierwsze, mało kto wie, skąd taki słownik się wziął (tzn. jak powstał) i co właściwie ma w środku. To też taka skrzyneczka z zaklętą magią. Po drugie, też kurzy się, że hej.

Ale jest pewna kolosalna różnica. Użyteczność komputera jest dla każdego oczywista. Jego bebechy często nas w ogóle nie interesują (do momentu, aż coś się popsuje). Użyteczność słownika (języka polskiego) jest nieoczywista kompletnie.

RANKING

Oto mój prywatny ranking pięciu najmniej praktycznych i przydatnych rzeczy w domu każdego Polaka:

  1. geograficzny album Polski,
  2. słownik języka polskiego (drukowany),
  3. zbiór śrubek i gwoździków wyciągniętych z przeróżnych rzeczy (które kiedyś mogą się przydać!),
  4. siedemnasty krem pod oczy na noc (tzn. dokładnie na trzecią fazę snu, gdy działanie specjalnej formuły kolagenowej z enzymem Q140 najlepiej wnika we włókienka białkowe, przynosząc skórze ukojenie i regenerację),
  5. trzygodzinny film z czyjegoś wesela.

SŁOWNIK PO RAZ DRUGI

Miejsce słownika języka polskiego jest… Na półce! Pozycja stojąca, czasem pozycja leżąca. Bo przecież powinien być.

Rozmawiam ze znajomym informatykiem (!):

— Jak wyobrażasz sobie słownik? Tak konkretnie, wizualnie.

— Jest gruby, ma niebieską, twardą okładkę, jakieś grawerowane litery, ładnie oprawiony.

— Mówisz o tym, który masz. Poznaję, to [tu pada nazwa]. Korzystasz z niego?

— Nie, przecież łatwiej coś wklepać w Internecie. Ale nie będę przecież wyrzucał słownika. Jest to jest. Takiego bym teraz nie kupił, chyba że dla ozdoby. Ale jeszcze nie jestem na tym etapie.

SŁOWNIK PO RAZ TRZECI

Czy jest z tego jakiś wniosek? Może taki, że ze słownika trzeba korzystać za pomocą komputera.

Jeśli te drukowane słowniki odbierane są jako niepraktyczne, to znaczy, że to z nimi jest coś nie tak, a nie z ich użytkownikami. A może wiedza tajemna w nich zawarta jest niestrawnie podana? A może to wcale nie jest wiedza tajemna?


PS A komputer rzecz jasna działa tak:

jak-dziala-komp

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • opoq

    „Swoją drogą, jak często mieliście tak, że np. coś nie grało z
    Internetem, klikaliście jakieś opcje pomocy, a tam pokazywało, że pomoc
    nie może połączyć się z Internetem?”

    W Internecie pisało, żeby takich konstrukcji unikać. Bańko pisało. 🙂

    • No właśnie, „w Internecie pisało”, a tu pomoc nie może połączyć się z Internetem!
      Tak, prof. Bańko mógł pisać o konstrukcjach w instrukcjach, w końcu magistrem informatyki jest ci on (niewielu o tym wiedziało).
      A (prawie) poważnie: bardzo słusznie „pisało”. Ja unikam (takich konstrukcji), ty unikasz, on, ona, ono unika. My unikamy. Kwestia oceny, czy w cytowanym zdaniu (z jego stylem) „pokazywało” pasowało. W porywie piśmiennym tak się spójnie napisało. Mam nadzieję, że miło się czytało.

      • opoq

        Czytało się, jak zawsze, dobrze. Z uśmiechem. Nawet wtedy, kiedy się czegoś nie wiedziało i się dowiedziało.
        A tak (równie) poważnie: lubię słuchać (i czytać) językoznawców z powodów estetycznych. Żyję bowiem w półświadomej ułudzie, że medialny autorytet słowa, nawet jeśli mocno uderzy się w palec, klnie wyłącznie pięknie, nie zaś szpetnie (jak ja). Rzadko wynoszę z wykładów (a i krótkich wypowiedzi) gigantów mowy jakąś wiedzę, tę skromnie zostawiam bardziej potrzebującym. Karmię się potoczystością, nienagannym stylem i każdy rodzynek włazi mi w ząb.