Co czyni tekst trudnym. Rozmowa z prof. Gruszczyńskim, część I

Wszyscy wiemy, jak trudno nieraz zrozumieć urzędowe pisma czy akty prawne. O to, jak pisać jasno teksty użytkowe, i o to, co czyni tekst trudnym, zapytaliśmy prof. Włodzimierza Gruszczyńskiego. Jego zespół przygotował Jasnopis — narzędzie dostępne online, które mierzy trudność tekstu. Zobaczcie, jak łatwo się o tej trudności rozmawia, a jak trudno ją mierzyć. Zapraszamy na pierwszą część rozmowy.

Łukasz Szałkiewicz (Dobrysłownik.pl): — Zanim opowiemy o tym, czym jest stworzony przez pana zespół Jasnopis, może odpowiedzmy na pytanie, co czyni tekst trudnym.

Prof. Włodzimierz Gruszczyński (językoznawca, polonista; zajmuje się leksykografią, formalnym opisem języka polskiego, kulturą języka oraz historią polszczyzny; pracuje w SWPS i IJP PAN): — O, bardzo różne rzeczy. W języku angielskim jest termin readability, i on nam jest najbliższy. Po polsku to zrozumiałość, czytelność, ale czytelność jest dwuznaczna, bo krzyżuje się z angielskim terminem legibility. Czyli tym, co powoduje, że mamy łatwość bądź trudność w rozpoznawaniu graficznym tekstu. Możemy mówić, że jakiś rękopis jest czytelny, możemy też mówić o jakimś tekście w Internecie, że ze względu na wybujałość artystycznych czcionek, kolorów i jeszcze jakichś wędrujących mrówek jest nieczytelny. Tego rodzaju zakłóceniami się oczywiście nie zajmujemy.

ŁS: —  Czyli tekst może być trudny graficznie?

WG: — Tak, graficznie, typograficznie…

ŁS: — A gdybyśmy mieli podać kilka rzeczy, które czynią tekst trudnym od strony językowej.

WG: — Jeśli pójdziemy od samej góry, to mamy kwestię kompozycji. Jesteśmy przyzwyczajeni jako ludzie wykształceni do tego, że w określonych sytuacjach życiowych spotykamy się z określonymi gatunkami tekstów. I te gatunki tekstów mają zazwyczaj określoną kompozycję. Nawet podświadomie oczekujemy tego. Jeżeli tekst jest niezgodny z wzorcem gatunkowym, to też powoduje trudność.

Istotna jest też kolejność informacji. To bolączka naszych tekstów urzędowych. Zazwyczaj na początku podana jest podstawa prawna, a przecież na to najmniej czekamy. My czekamy na decyzję, a ona jest w drugiej, a czasami w trzeciej kolejności. To kompletne odwrócenie ważności informacji. W wielu krajach na świecie pisze się dokładnie odwrotnie, najpierw jest przydzielamy ci zasiłek, a dopiero potem na jakiej podstawie.

ŁS: — Wie Pan, co jest ciekawe w tym kontekście? Jak przeglądaliśmy internetowe poradnie językowe, to widzieliśmy coś podobnego. Często nie ma odpowiedzi na pytanie wprost na początku, a później dopiero jakiś wywód, tylko często zaczyna się od wywodu, wchodzi w jakieś historyczne kwestie. Ok, ktoś może być tym zainteresowany, ale wcale o to nie pytał.

WG: — To jest niestety bolączka bardzo wielu naszych tekstów. Nie umiemy odpowiadać natychmiast. A przecież tak robimy w rozmowach potocznych. Ktoś mnie pyta: która godzina?, to ja nie odpowiadam, że właśnie kupiłem sobie fajny zegarek i dzięki temu, jeżeli tylko masz takie życzenie, to ja będę mógł odpowiedzieć na pytanie, która godzina, ale nie wiem, czy w dalszym ciągu jest to dla ciebie istotne, bo…

ŁS: — Chyba że sprzedajemy te zegarki.

WG: — (śmiech) Tylko znowu, kompozycją tekstu nasz Jasnopis się nie zajmuje. Jest bowiem asemantyczny. To znaczy, mówiąc potocznie, nasza aplikacja nie rozumie tekstu, który czyta.

ŁS: — Idźmy dalej, co wpływa na poziom trudności?

WG: — Hm, stopień oficjalności tekstu. Im bardziej tekst jest oficjalny, im bardziej odbiega od tekstu potocznego, od zasobu słownego używanego w rozmowach potocznych, tym tekst jest trudniejszy. Rolę gra też sposób zwracania się do odbiorcy. Bo generalnie powinien być zwrot do odbiorcy, a na przykład nasze pisma urzędowe uwielbiają formy bezosobowe. Najlepiej rozumiemy, jeżeli ktoś mówi do nas per ty. Chociaż czasami się irytujemy. Ale już nawet per pani/pan jest znacznie lepiej. Natomiast najgorzej jest, gdy są to formy bezosobowe, strona bierna itp. I druga rzecz, w tekście powinien być wyraźnie zaznaczony — i to nie tylko na końcu w podpisie — nadawca.

No i dochodzimy już do cech ściśle językowych. Ich ranking jest trudno ułożyć, ale mamy tu na pewno stopień abstrakcyjności, czyli używanie rzeczowników abstrakcyjnych. Zwłaszcza nazywających czynności i cechy, czyli wszystkie …-anie, …-enie, …-cie, -ości, to jest coś, co bardzo utrudnia zrozumienie tekstu. Wszystkie użyczenia, wydobycia, zepsucia, wartościowości, zręcznościowości itd.

Kolejna rzecz to terminy fachowe. Profesor Zgółkowa i jeszcze jedna osoba, nie pamiętam teraz nazwiska, przebadały kilka typów tekstów, między innymi ulotki dołączane do lekarstw. Dołączane z myślą o pacjencie, a nie o lekarzu, dodajmy. Bo to są dwa typy informacji. I tam są takie terminy na przykład jak stereospecyficzność, regioselektywność, leki sympatykomimetyczne, receptory betaandrygeandrenadrenergiczne.

ŁS: — Nawet trudno przeczytać.

WG: — Nawet trudno przeczytać. To jest coś, co bez wątpienia utrudnia odbiór. A do tego nas przyzwyczajają na przykład reklamy środków kosmetycznych. Tam to jest bardzo mile widziane przez nadawcę. Ale oczywiście nie po to, żeby odbiorca rozumiał, tylko żeby miał wrażenie, że to jest niezwykle naukowe. Ale to inna historia.

Dalej, wyrazy obce też utrudniają, zwłaszcza odczuwane jako obce, słabo przyswojone. Dosyć banalne przykłady z ostatnich lat to nazwy makaronów włoskich. Już nie ma w Polsce kolanek, kokardek, tylko są takie, których nazw nawet nie umiem wymówić — ponieważ nie znam włoskiego… No właśnie, widzę w sklepie napisane, a nie zawsze umiem to przeczytać. I widzę, jak ludzie się mordują. I dzwoni ze sklepu facet do żony: a tutaj takie fajne „kongijlette” są, to kupić czy nie kupić?.

ŁS: — Jeszcze trzeba umieć to przeczytać. Poza samym rozumieniem, o co chodzi.

WG: — No właśnie. Ja nie wiem, czy dobrze przeczytałem. Dalej, wyrazy archaiczne i przestarzałe, regionalizmy, używanie wyrazów z tak zwanego rejestru książkowego. Wyrażenia, wyrazy typu: stanowić, przesłanka, ubiegać się, figurować, znaleźć zastosowanie, podlegać opodatkowaniu. One niewątpliwie nie ułatwiają rozumienia tekstu.

Trudne są dla nas wyrazy, z którymi rzadko się spotykamy w tekstach, czyli wyrazy o niskiej frekwencji. Przy czym od razu dodajmy: nie wszystkie. Dlatego że relacja frekwencja — stopień zrozumiałości jest o wiele bardziej skomplikowana. Wśród wyrazów rzadkich są bowiem wyrazy, które znają nawet dzieci. To są wyrazy o tak zwanym dużym prawdopodobieństwie subiektywnym. Robiono też w Polsce takie eksperymenty na zasadzie: wypisz 20 wyrazów kojarzących ci się z gospodarstwem domowym, wypisz 20 wyrazów, które kojarzą ci się ze zwierzętami. Na takiej liście są potem wyrazy, które naprawdę w tekstach występują rzadko. Rzadko piszemy o wielbłądach czy o osłach, ale chyba każdy Polak w wieku 4+ zna wszystkie te nazwy zwierząt, choć być może żadnego z nich nie widział na oczy.

ŁS: — Zapewne długość zdań ma też wpływ na trudność tekstu.

WG: — Ależ oczywiście. To jest kolejna rzecz, bo na razie mówiłem o leksyce. A w składni to wszystkie analityzmy, czyli wszystko to, co da się wyrazić jednym wyrazem, a jest wyrażone konstrukcją składniową. Czyli słynny ołówek koloru czerwonego zamiast czerwony ołówek. Czy jezioro o dużej głębokości. To są rzeczy utrudniające.

A co do długich zdań. Oczywiście można sobie wyobrazić bardzo długie zdanie, które jest łatwe, bo zawiera długie wyliczenie. W czasie wakacji byliśmy w następujących miastach... I tutaj piętnaście nazw miast. Ale jeśli weźmiemy przeciętne długie zdanie i sprawdzimy, dlaczego ono jest długie, to nie z powodu wyliczanki, tylko zazwyczaj dlatego, że jest to zdanie złożone. W języku polskim częściej są to zdania złożone podrzędnie, a to właśnie one sprawiają trudność w odbiorze. Zdanie trzy-, czterokrotnie złożone jest już zazwyczaj mocno skomplikowane przynajmniej dla części odbiorców. I ponieważ ta komplikacja składniowa przekłada się zwykle na długość zdania, to miernikiem komplikacji czyni się długość zdania.

Kolejna kwestia: wszelkie człony wtrącone. Czy to zdanie podrzędne wtrącone, czy jakieś uwagi nawiasowe. Nie przypadkiem w podręcznikach dziennikarstwa jest napisane, że gazety codzienne nie lubią, mówiąc eufemistycznie, nawiasu jako znaku interpunkcyjnego.

Dalej, bardzo istotna cecha to są tak zwane łańcuchy dopełniaczowe. Jeżeli w tekście idzie cztery, pięć rzeczowników w dopełniaczu jeden po drugim, a jeszcze obudowane przymiotnikami, to bardzo utrudnia to odbiór. Czy ktoś wie, co znaczy zdanie: wczoraj spotkałem Anki ciotki brata zięcia matkę?

ŁS: — Wspomniał pan wcześniej jeszcze stronę bierną.

WG: — Bardzo obniża stopień zrozumiałości użycie strony biernej. Średnio biorąc, bo są takie sytuacje, gdy zdanie w stronie czynnej jest dwuznaczne i trzeba uciekać w stronę bierną; wtedy jest wręcz łatwiej. Ale to są wyjątki.

Kolejna rzecz to imiesłowy, zwłaszcza imiesłowy przysłówkowe. Te na -szy (jak zgasiwszy) to dlatego, że one w tekstach potocznych lub mówionych w zasadzie nie występują. Natomiast te na -ąc sprawiają kłopot dlatego, że we współczesnych tekstach Polacy zaczynają ich używać w bardzo różnych funkcjach. Nie tylko w funkcji współczesności, wykonywania czynności w tym samym czasie przez tego samego wykonawcę, ale na przykład nagminnie w funkcji warunkowej, na przykład wytrwale trenując, osiągniesz lepsze wyniki. Mówimy tak, bo tak jest szybciej, wygodniej, krócej. Wysiłek przerzucamy na odbiorcę — jakoś to sobie zinterpretuje. A jak nie zinterpretuje, to jego problem. Takie postępowanie jest też nagminne w tekstach użytkowych.

ŁS: — Wspomniałbym jeszcze o jednej rzeczy. Typowej dla tekstów pisanych. Nawet została wymyślona dla nich. Interpunkcja. Bardzo wiele osób ma problemy z interpunkcją i patrzy na nią jak na takie zło konieczne, a przecież interpunkcja powstała po to, żeby czynić tekst pisany bardziej zrozumiałym.

WG: — Jasne. Tak jest w ogóle z kwestią błędów. Pewne błędy językowe w tekście też mogą powodować utrudnienia, a nawet nieporozumienia.

ŁS: — Gdybyśmy teraz spojrzeli na to, co Pan wymienił, co czyni tekst trudnym, to tego jest rzeczywiście sporo. I wniosek byłby chyba taki, że w ogóle trudno jest mierzyć trudność tekstu.

WG: — Tak, zdecydowanie tak. My zaczynaliśmy dwa i pół roku temu od tego, że po prostu zaimplementowaliśmy istniejące w literaturze wzory. Ale to nie wystarczało.

ŁS: — Rozumiem, że podstawowa trudność polega na tym, że trzeba w jakiś sposób przełożyć nasze stylistyczne i gramatyczne zasady, nasze odczucia czasami, na język matematyki czy statystyki.

WG: — Tak. Zaczęliśmy od tego, co już było w literaturze. Zadanie, które sobie wyznaczyliśmy, było takie, żeby stworzyć system, który będzie w istotny sposób lepszy. To znaczy będzie dawał wyniki bardziej zbliżone do intuicji z jednej strony — bo jednak mamy intuicję, który tekst jest łatwy, który trudny, choć bardzo trudno orzec, na podstawie czego budujemy tę intuicję — a z drugiej strony, żeby to było bliższe wynikom badań ankietowych, które prowadziliśmy.

Ciąg dalszy rozmowy tutaj. Dowiemy się tam, jak działa Jasnopis i co mierzy. Co oznacza 7 na skali trudności, a także jak poradzono sobie w Szwecji z urzędniczym stylem kancelaryjnym.


Przypominamy, że na stronie głównej Dobrego słownika czeka do pobrania e-book „7 bajecznie prostych sekretów lepszego pisania”. Wystarczy zapisać się do newslettera.

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.