A czy Ty masz swój numer popisowy?

Za jaką kurtynką się chowasz?

Potrzebujemy nieraz bezpiecznej kurtynki, za którą możemy się schować. Zwykle, może na szczęście, to właśnie taka niepoważna kurtynka, a nie kurtyna, której odsłonić by się nie dało. Czym ona jest? To numer popisowy, konserwa roli, bezpieczna przystań (może masz na to swoje określenie?). Niektórzy chętnie uogólnią to na modne dziś bycie lub niebycie sobą. Powody odstawiania numeru popisowego bywają różne w zależności od tego, co chcemy osiągnąć lub pokazać.

Dla jednego będzie to wygadanie — w razie czego tak cię zagada, że wyjdziesz skołowany, a on niby triumfował. Niby, bo się z niczym nie zmierzył, a jedynie coś przykrył, zasłonił. O takim przykrywaniu będzie ten wpis.

Inny robi za filozofa, rozbierze wszystko na czynniki pierwsze i wszelkie konkretne działanie szlag trafi.

Inna znowu zatrzepocze rzęsami i z pozą niewinnego aniołka prześle ci tyle uśmiechów, że albo się rozkleisz, albo zirytowany odpuścisz. Stereotypowo? Hm, jakoś nie mogło mi przejść przez klawiaturę pisanie o facecie trzepoczącym rzęsami.

Czy każdy ma taki numer popisowy? Nie wiem, ale ten, który nie ma, to prawdziwie jest wielki. Na końcu napiszę, jaki numer popisowy ma w zanadrzu językoznawca.

 

Byliśmy dziećmi

Ooo, wtedy to mieliśmy swoje numery popisowe.

— Zjadłeś całą czekoladę? — pyta mama.

— Nie, w ogóle jej nie ruszałem. Widziałem, że wczoraj…

— Jak to, jak jej nie ma! Zjadłeś czekoladę?

— No poczęstowałem Marka, bo jak przyszedł, to jak on był, to go poczęstowałem, a sam wziąłem tylko kosteczkę…

— Zjadłeś czekoladę?!

— Nooo…

 

Schować się za słowo artysta

Ksiądz Pawlukiewicz przytacza często taką historyjkę (podaję z pamięci):

Jako kleryk jeszcze byłem zaproszony przez siostry zakonne na choinkę dla dzieci niewidomych i z zespołem Downa. Ja to do dzieci w ogóle nie za bardzo, a z tamtymi chorymi… przestraszyłem się i nie wiedziałem, co robić. No to się schowałem za słowo artysta. I stroję gitarę. Przychodzi siostra i mówi:

— Niech ksiądz coś zagra.

— Chwileczkę, stroję instrument.

Za chwilę słyszę:

— Proszę księdza, głośniej, może „Wśród nocnej ciszy”.

— Sekundę, f mi nie stroi.

I przyszedł taki muminek, oczy skośne, przechylił główkę i rzucił:

— Wal w te druty, bo jak ty nie walniesz, to ja walnę.

I psssssiuu… zrobiłem się taaki malutki.

 

Kto to jest językoznawca

Językoznawcy kojarzą się tylko z jednym, z poprawnością językową. Choćby robili milion innych rzeczy (a uwierzcie mi, językoznawstwo to przepastna dziedzina wiedzy), to od zjadacza chleba i tak dostaną pytanie typu czy taki wyraz istnieje w języku polskim?. Tak w społeczeństwie widzi się językoznawcę. Zresztą, którzy językoznawcy są znani powszechnie, którzy wychynęli poza niebyt? Nie ma w tym gronie chyba żadnego nienormatywisty, choćby był najwybitniejszym i najbardziej cenionym w środowisku.

 

A wiesz, jaki jest numer popisowy językoznawcy?

A gdy językoznawca nie wie, czy istnieje taki wyraz? Co wtedy? Trzeba schować się za etymologię. I sprytnie zmylić tropy. Jak ten student z kawału, który nauczył się o dżdżownicach, a dostał pytanie o słonia. Jeśli znacie, to przewińcie, jeśli nie znacie, to przeczytajcie:

Student zoologii nie zdążył przygotować się do egzaminu. Dowiedział się jednak, że profesor zrobił kiedyś doktorat na temat dżdżownic, wie o nich wszystko i często o nie pyta. Nauczył się więc wszystkiego o dżdżownicach. Na egzaminie profesor zapytał jednak:
— Co pan wie o słoniach?
— O słoniach…? No więc słoń, to dziwne zwierzę. Jego trąba przypomina dżdżownicę. A dżdżownica…

Jak zatem wygląda taki numer popisowy językoznawcy? Może dajmy przykład, oczywiście wymyślony. Pada pytanie:

— Ja się chciałam pana profesora zapytać, czy istnieje w polszczyźnie takie słowo jak łabasy. Bo ktoś mi tak powiedział, że tak u niego mówiło się na takie ptaki, które siadają na parapecie. Ale nie wiem, czy to ma jakąś inną nazwę. Czy istnieje takie słowo w polszczyźnie?

Jak tu odpowiedzieć „nie wiem”? Można schować się za etymologię:

— Proszę pani, łabasy, to byłoby wtedy od bas, ten niski głos. Tak jak bas pochodzi od łacińskiego bassus, które znaczyło właśnie ‘głęboki, niski’. A przecież Abas to nazwisko w Polsce dość popularne, w mojej rodzinnej wsi moja mama za sąsiada miała Andrzeja Abasa. Czyli byli tam państwo Abasowie, gwarowo mówiąc Abasy. To jest właśnie wariant morfologiczny basu. Czy Baska, takie nazwisko też jest, czy Baška, bo to pod wpływem czeskim przeszło… i w takiej postaci u nas występuje.

I jakoś tak to leci.

W tytułowym pytaniu warto zmienić czasownik: czy Ty masz znasz swój numer popisowy?

Poniżej komentują tylko osoby, którym słowa wulgarność, hejterstwo, czepialstwo, spamowanie są znane wyłącznie z definicji w Dobrym słowniku. Inni muszą wiedzieć, że mamy nożyczki i nie zawahamy się ich użyć.

  • Drakaina

    „Językoznawcy
    kojarzą się tylko z jednym, z poprawnością językową. Choćby robili
    milion innych rzeczy (a uwierzcie mi, językoznawstwo to przepastna
    dziedzina wiedzy), to od zjadacza chleba i tak dostaną pytanie typu czy
    taki wyraz istnieje w języku polskim?”

    Co
    gorsza dotyczy to wszystkich polonistów. Ja już od prawie 8 lat nie mam
    nic wspólnego z polonistyką, a mimo to takie pytania stają się normą,
    jak tylko ktoś się dowie, jakie pierwsze studia skończyłam…

    • Może to jest trochę tak, że ludzie jeszcze nie są przyzwyczajeni do rozwiewania swoich wątpliwości językowych na bieżąco. I nawet nie myślą o tym, że mogliby gdzieś to zrobić. Jak chcę wiedzieć, czy „na blog” czy „na bloga”, to patrzę do Dobrego słownika do tabelki odmiany w haśle „blog”. A jeżeli nie wiem, czy w danym zdaniu przed „niż” postawić przecinek, to doczytuję informacje w haśle „niż”. Takiego jednego miejsca do tej pory nie było. Tego typu wątpliwości językowe ludzie gromadzą, ale nad nimi się nie zastanawiają, nie wyłapują ich nawet… Jeśli zapytasz kogoś na ulicy, jaki miał wczoraj problem językowy, to nie będzie w stanie ci go podać. Choć miał na pewno. On może rzucić jakimś słowem, które ktoś tam znał, nie znał, czy ono istnieje w języku polskim…
      Osobna sprawa i ciekawa (może warto kiedyś o tym napisać), jak potwierdza się istnienie słowa tym, czy jest ono w słowniku. Taki wyznacznik. Pamiętam, jak kiedyś mój znajomy podsumował coś takiego: „jeśli nazwy jakiejś choroby nie ma w słowniku, to nie znaczy, że na nią nie zachorujesz”.

      • Drakaina

        Ta „słownikowość” mnie czasem śmieszy, a czasem przestrasza, bo zarabiam na życie tłumaczeniem książek młodzieżowych, i czasem redaktorka zgadza się nawet na jakieś rozwiązania niezupełnie słownikowe, ale następnie jej szefowa zagląda do słownika i blokuje… A bywają to wyrażenia, które się słyszy na ulicy, czyli one istnieją…

        Swoją drogą przypominam się, że szukam porad w kwestii niesłownikowych „Adesów” 😉

        • Pichci się już wpis „co słowniki wiedzą lepiej”, publikacja w przyszły piątek (notabene trzynastego).

          „Adesy” mają wspólne „d” ze słowem „dżdżownica”, a dżdżownica… 😉

          Na stronie głównej Dobrego słownika, po prawej stronie, na górnym niebieskim pasku zawieszona jest u dołu markiza „JAK TO DZIAŁA”. Polecam 🙂

          • Maria Filipowicz

            Nikt się nie przyznał do numeru popisowego? No to nazwę mój. To stylistyczne pole siłowe. 😀

  • Toszczyk

    Mam swoją, dość rozwiniętą chyba świadomość etymologiczną i mógłby mi się włączyć wrodzony sceptycyzm 🙂 I takie byłoby pierwsze moje wrażenie ze spotkania z językoznawcą. Andrzej Sapkowski zauważył zaś, że „nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie”.